Krótko śpię, bo przesiaduję na oknach dobrych ludzi. Wyczekuję tego momentu, w którym z zadymionych czeluści pustki przedostają się do naszego świata złe sny i próbują dosięgnąć pilnowanych przeze mnie snów. Odganiam je czym mogę, przepędzam jak tylko potrafię, nie zawsze mi się to udaje, bo przecież sam jeszcze czegoś muszę się trzymać, by nie runąć w dół. Ale bardzo się staram, bo nie widzę obecnie innego większego sensu. Niekiedy zostawiam po sobie zapach, jedyny ślad mojej działalności. Nad ranem jakaś część mnie wdziera się do wietrzonych mieszkań.