Diane czuję się tak jak bym był tu po raz ostatni jak bym zaraz miał zniknąć Diane trochę się boję czy masz czasem tak
Miesiąc: Kwiecień 2025
desperados
Nagły przeskok czasu i przestrzeni. Być może od tej nawałnicy myśli i wrażeń, przeważnie tych niedobrych, choć nie zawsze, być może właśnie to jest powodem, że obraca się tuba kalejdoskopu i wycinki z różnych miejsc i chwil zamieniają się miejscami. Przez mgnienie oka jestem w ciężarówce, czuję zapach podwójnej kabiny, jestem na wylocie z Warszawy, świeci mi słońce prosto w twarz, a w dłoni trzymam butelkę desperadosa. Na moment uchwycony w czasie ciężarówkowym.
haiku
zapach na dłoniach
nie wiem czy mogę pisać
czuję niezmiennie
babie lato
Wypuszczam swobodnie nić babiego lata z balkonu. Sprana zieleń wpada w błękit, co mnie nie dziwi. Zdaje się, że płynnie przeskoczyliśmy tu kilka pór roku, więc czas jest nieodpowiedni. Z drugiej strony kiedy niby nastaje ta właściwa chwila?
dobrzy
– A może jednak się napijesz – pytają mnie dobrzy ludzie. Pytają bez znaku zapytania na końcu w tonie głosu, jak by z góry założyli, że faktycznie, wyjątkowo, no dobrze. Kurwa, Jezusie, ja pierdolę, nawet nie wiecie jak bardzo tego… no właśnie. Czy ja tego potrzebuję? Czy to by cokolwiek zmieniło? Czy cokolwiek istnieje? Czy coś jest? Czy jestem ja, czy już mnie jednak nie ma? A więc nie, dziękuję, bawcie się beze mnie, dobrzy ludzie. Wychodzę, wybieram jak zawsze dłuższą drogę do domu. Nie powinienem pić z dobrymi ludźmi, nie zasługuję na to, żeby usiąść pomiędzy nimi. I jeszcze ta wiosna nienawistna. Dobrzy ludzie spacerują, dobrzy ludzie biegają, dobrzy ludzie na rowerach, dobrzy ludzie uśmiechają się. Czy dobrzy ludzie wiedzą czym zajmowałem się od rana?
noc
Wpadam w czarną dziurę snu bez gwiazd. Odsypiam tę poprzednią noc złożoną tylko z pulsu i cierni. Nie wyrażam zgody na ten słoneczny poranek, ale mój sprzeciw niczego nowego nie wnosi. Ziemia nadal będzie się kręcić w przyjazny sposób tylko zimą. A ja w najbliższym czasie będę tym jedynym plażowiczem ubranym w prochowiec.
dzień
Nie ma wyjścia, wychodzę.
Cała nadzieja w nadzieniu.
Wracam, na odwrót.
wu wu < wu
Dla dzieci wolny weekend jawi się jako cudowna odskocznia od tygodniowego reżimu, szczęśliwe wybawienie od szkolnych zmartwień, miły dodatek do codzienności, który jednak nie uchroni ich od wracającej za każdym razem na swoje miejsce prozy życia. Co innego wakacje. Te, chociażby poprzez swoją długość, wydają się być młodemu człowiekowi rajem, obietnicą lepszego jutra, czymś, co gdy już nastaje, wydaje się trwać wiecznie i nie może nie wpływać na rzeczywistość.
Jak myślisz, kim jesteś? Weekendowym dodatkiem, czy wakacjami?
oponuję
Pomiędzy jedną a drugą zmianą opon samochodowych życie potrafi odbić się od dna, wynurzyć na powierzchnię, wznieść się pod chmury, zrobić salto w powietrzu i z powrotem skoczyć na główkę wprost w spienioną wodę. Pamiętam, że wtedy była piękna pogoda, a moje serce zaczynało bić w nieznanym mi rytmie. Dziś płonie niebo. Płonie skład z oponami, prowadzony przez garbatego karła na uboczu, a gryząca mgła spowija miasto. Płoną moje opony mózgowe, a od tego ognia może zająć się całe moje życie. Mosty nadal stoją, niektóre nawet oddychają.
xxx
Próbuję się umówić z dawno niewidzianym znajomym i jakiś wewnętrzny głos każe mi uprzedzić go o tym, że od półtora roku nie piję. Po czym wrodzona nerwowość sprawia, że dodaję głupkowato:
– Ale nadal jestem duszą towarzystwa i magnesem na kobiety.
– Ja nie piję od 2020 roku – słyszę w odpowiedzi.
Na jakimś dziwnym etapie jesteśmy.