– Co masz taki smutny głos?
Bardzo kiepski początek rozmowy. Naprawdę trudno o gorszy. Choć różni ludzie różnie próbowali. „Coś kiepsko wyglądasz”. „Czy wszystko w porządku?”. I dotychczasowy mój faworyt: „Źle wyglądasz, nie wyspałeś się?”. Właściwie po takim wstępie równie dobrze moglibyśmy nie rozmawiać, bo tego typu pytania wytrącają mnie z równowagi do tego stopnia, że i tak nie wiem o czym mówię póki nie ochłonę. Nic to. Idę. Wychodzę z pracy, ale muszę przysiąść na ławce, na której zapadam w sen zimowy. Przez kilkanaście minut jestem gdzie indziej, a właściwie nie ma mnie. Śpię w ciepłej chmurze i śnię o lepszym jutrze, lepszym świecie, lepszym mnie lepiącym się w połowie, jak lep na muchy, lepiej nie mówić. Wybudzam się, na szczęście nie tak znowu gwałtownie, za to z pewnością zbyt wcześnie. Idę. Dochodzę do siebie. Rozglądam się po chodniku w poszukiwaniu czegokolwiek, jakiegoś znaleziska, pamiątki, która poprawiłaby mi nastrój. Jesienią z pewnością znalazłbym jakiegoś ładnego kasztana. Tym razem nie znajduję niczego namacalnego.