Pusty. Chwilowy nieumarły zombie. Zaprzeczenie, wybryk, abominacja. Pomiędzy wami, ale jakby za szybą. Kiwnij głową, uśmiechnij się, zaprzecz, roześmiej się w głos. Marionetka ze splątanymi sznurkami, pacynka, której Los trzyma palec w dupie. To nie przeszklone drzwi, to wieko od trumny z plexi. Dziś może tak być, złóżcie mnie.
Miesiąc: Czerwiec 2025
q&a
Nad ranem, w tej godzinie która nie powinna istnieć, a ja wraz z nią, odpowiadam na pytania. Często również na te niezadane. Niekiedy nawet uzyskuję odpowiedzi. Mozolnie próbuję na powrót zasnąć, już już z trudem się to udaje, osuwam się w przyjemne odrętwienie, lecz nagle w mojej głowie odzywa się dźwięk przychodzącej wiadomości. Nawet delfiny i nietoperze nie są w stanie go usłyszeć, ale mnie wybudza ze skutecznością kościelnych dzwonów. Resztki snu odpływają, odpowiadam całym sobą, choć nie odpowiadam za siebie.
crack
Jedyne co powinno boleć, to opuszek kciuka od otwierania orzechów pistacjowych. Tak sobie właśnie pomyślałem, że nigdy w życiu nie miałem żadnego złamania. A ja przecież niedługo pęknę. Rysy, które się pojawiły, są większe od gór, głębsze od głębin, w dodatku z każdym dniem rozciągają się wszerz i wzdłuż. Gałęzie systematycznie podcinane. Korzenie… Nie widzę ich. Są w ogóle jakieś? Zdrowe? Jak daleko sięgają? Za to sęków więcej niż liści na głowie.
ciemno
Śmiechy i szepty. Nie odpowiadam. Siedzę sam w kącie, ciemny jak tabaka. W tym świetle moje oczy pozostają matowe. Powietrze gęste od sierpów ust. Tylko sięgnąć i podciąć źdźbło. Odstawić kieliszek na starą fotografię, niech przemoknie. Utonąć, na dnie nie pada deszcz. Utracić pamięć, w zapomnieniu nie sposób odróżnić szklanej waty od cukrowej.
klik klik
Próbuję za tobą nadążyć w tym zapętleniu. Ścieżki co jakiś czas oddalają się od siebie, by po iluś tam obiegach spleść się na powrót ze sobą. Próbuję liczyć sekwencje, łapię się niektórych słów, stopa rytmicznie wystukuje puls, ale ten jak zwykle przyspiesza i nagle gdzieś to wszystko jest obok, w swoim tempie, w innym czasie. Muszę się na chwilę oderwać, odchylić głowę, w odpowiednim momencie nabrać powietrza jak gdybym za chwilę miał skoczyć do być może rzeki, możliwe że z mostu, po to by wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
…
przez dziurkę od klucza przeciągnij mnie
chciałem tylko zaglądnąć, a zassałem całe światy
ktoś zostawił otwarte okno
przez dziurkę od klucza teraz nie zmieszczę się
drzwi obrotowe ściany z cukrowej waty
jej pasma na deszczu nie mokną
cztery
Piję czwartą dzisiejszego dnia kawę i nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tym temacie. A może ktoś mi zabroni? Niech spróbuje, zapraszam. Niech zatrzyma się serce, niech wszystko stanie się.
świeć
Wygaszam słońca, zapalam uliczne latarnie. Gdy biorę prysznic zawsze włączam boczną lampę, tą z dekoracyjną żarówką. Nie pytaj czemu, nie wiem. To ten sam nawyk, który podczas mycia zębów każe mi puścić wodę w umywalce tuż po tym, gdy wyszczotkowałem górne. Tak jak bym nie mógł za długo wytrzymać w ciszy. Więc może w kabinie z jakichś powodów brak mi światła? Nie wiem. Dziś podczas kąpieli wydawało mi się, że w łazience ktoś mi towarzyszy, kątem oka łowiłem jakiś ruch. Okazało się, że to żarniki w żarówce bocznej lampy randomowo na przemian zapalają się i gasną. Widocznie jej czas powoli dobiega końca.
żebra
Spomiędzy żeber wyrastają usta i błagają o więcej powietrza które wydychasz. Jak zawsze znikąd, z pustki, pojawiają się kleszcze szyte na wymiar i idealnie opinając mój korpus kładą kres coraz głośniejszym prośbom. Każdy mijany kawiarniany stolik, każda szczęśliwa, przystająca zrobić sobie selfie para, każdy skrawek opalenizny, wszystko to mówi mi, ba, krzyczy wręcz na mnie grożąc przy tym palcem, że komu jak komu, ale mnie marzyć nie wolno. Tylko wiesz co, świecie? Szczerze powiedziawszy nie dbam o to. Dlaczego podsuwasz mi wizje, sny, dlaczego pozwalasz na ich stopniowe realizacje? Pomyliłeś się, czy jak? Myślisz, że marzenie można przyciąć, skrócić, wziąć tylko tyle, ile akurat w danym momencie potrzeba? A co z marzeniami, które nie przestają się spełniać, które w dodatku za każdym spełnieniem stają się większe i większe? Że niby mam stanąć z magicznym skalpelem w dłoni i przy każdym cięciu mówić „o, to dobre, to biorę, a tego nie, nie potrzebuję, tamtego z kolei nie wypada” ? Diane, życie często rozpadało mi się u progu wakacji. Pamiętam wyraźnie tego młodego człowieka, który nie przeszedł do następnej klasy, wracał do domu po nieudanym egzaminie komisyjnym po to, by jakoś trwać. Też było gorąco, drzewa pachniały, słuchał nawet tej samej płyty. Pamiętam tego późniejszego świeżo upieczonego dorosłego, który wrócił z innego, lepszego miasta i łykał w pracy łzy, bo jakie miał inne wyjście. Rozgrzany asfalt jak teraz, niewielka ilość snu, ból kręgosłupa w tym samym miejscu. Co może dopisać dzisiaj powoli starzejący się mężczyzna? Całą książkę, całą pierdoloną książkę. Tylko najpierw musi ją porządnie zredagować, ta paragrafowa forma jest nie do przyjęcia.
pęd
Do pewnego momentu jedynie tkwił. Później już kwitł.