Wręczają sobie nagrody, zajmują miejsca. I ci, co przyszli – zasiadają, i ci, co ścigają się. Po coś, o coś. Wszyscy wybitnie umiejscowieni, poza mną. Na czarno, w cieniu, żeby wtopić się w otoczenie, pozostać niezauważonym. I tak od lat. Może właśnie to doprowadziło do tego, że tak naprawdę nie mam pojęcia, do jakiego miejsca należę. Teoretycznie mógłbym wskazać gdzie powinienem się znaleźć, ale co to w ogóle oznacza? Zwłaszcza, że o wiele łatwiej odnajduję się tam, gdzie bym chciał. Być może masz rację, Diane, przecież do tego mogło by w ogóle nie dojść. Wystarczyło by, abym doczekał się wtedy na ten tramwaj.