nici

Nie mogę się powstrzymać. W przestrzeni poprzecinanej nićmi wypuszczam strzałę na oślep – którąś z pewnością przetnie. Na szyi nie ciąży mi metal który nie istniał, on w ogóle nie istniał w moim życiu, jedynie wybrzmiewał, na coś więcej byłem zawsze zbyt miękki. To samo się tyczy blizny pod okiem, wszelkie ewentualne znaki szczególne znajdują się gdzie indziej, ukryte przed wzrokiem wyrazów bliskoznawczych. Dopiero teraz ślady stóp wychodzą ze mnie powodując osłupienie. Słup.

słup + słup = krzyż

3 x słup = szafot

(∀) słupów = stos

bjutiful pipul

Witam was wszystkich, o piękni ludzie, i zapraszam do nieustannego mówienia o sobie, ewentualnie do mówienia mi jak mam czuć i co robić. Usiądźmy, najlepiej w kółeczku, może być przy ognisku, a jeżeli przy domowym, to już w ogóle. Wiem, nie macie z reguły żadnych pytań, chyba że chodzi o takie w stylu „czy możesz krzyczeć z bólu trochę ciszej?”, albo „to nie mogłeś na czas tego spotkania wysilić się i nie pokazywać niczego po sobie?”. Pozwólcie zatem, że to ja będę pytał. A więc co sprawia, że na zdjęciach jesteście tacy szczęśliwi? W waszych oczach, nawet jeżeli nietkniętych uśmiechami, próżno szukać pustki. A ona pozostawia ślady, możecie mi wierzyć. Czy kiedykolwiek wątpicie? Czy dopuszczacie do siebie myśl, że coś jest nie tak? Czy wasze uczucia słabną? Jeżeli tak, to co jest waszym paliwem? Jeżeli nie, to jakim cudem? Jestem bardzo ciekaw, czekam na odpowiedzi. Tylko błagam, nie próbujcie nawet doszukiwać się sedna problemu w kimś z zewnątrz, albo w jakimś znudzeniu, fanaberii, kryzysie wieku średniego, bo zakończy się ta dyskusja zanim zacznie, a ja zostanę tylko z tym mglistym wytłumaczeniem, które sam sobie sporządziłem. Mianowicie chodzi o to, że pod waszą powierzchnią nie ma tego, co wije się we mnie. Wije, toczy, zżera mnie od środka, ma pamięć przechowującą absolutnie wszystko. Wszystkie rozczarowania, tęsknoty, żale, zaniedbabnia, niepowodzenia, porażki i krzywdy, wszystko co doświadczyłem w starciu z dorosłością.

doppelganger

Ciekawe – chcąc zalogować się do panelu aby utrwalić te parę wrażeń wpisałem bezwiednie adres nieistniejącego od lat ownloga. Szkoda tamtej platformy, szkoda tamtych czasów i blogów. Kiedyś to były blogi.

Dlaczego niby mam nie mieć prawa do kryzysu? Do załamania? Do tęsknoty i dążenia do szczęścia? Czemu tak uważasz, lustrzany odbiciu? Czemu podkopujesz resztki zaufania którymi się obdarzam? Czemu chcesz mnie na starcie pozbawić sił? Jaki masz w tym interes? Odpowiedz, padło wiele pytań. Wiesz co? Nie wierzę w ani jedno Twoje słowo. Zdradziły cię wąsy.

Niektórzy twierdzą, że każdy człowiek ma swojego sobowtóra. Ja jestem przekonany, że tak nie jest. Nie każdy.

stop-klatka

Pokój wypełniony słowami. Pełno unosi się ich w powietrzu, tkwią tam nieruchomo, w stopklatce. Ostrożnie dobierane, lub składane na prędce, o niepełnym znaczeniu. Niektóre o ostrych krawędziach, te mogą ranić. Inne przytępione terminem ważności.

Przecież od tych symboli dostanę zaraz pomieszania zmysłów. Zamówiona rowerowa sakwa przychodzi, a jakże, cała w kolorowe tukany. W drodze do kina mijamy ogród botaniczny.

– Muszę się tu kiedyś wybrać, podobno sporo się pozmieniało – słyszę. Zaciskam zęby, żeby nie przygryzać warg.

Z ekranu wyskakują zajome miejsca i rozdrapują mi klatkę piersiową.

Stop-klatka. Stopklatka? Stop klatka.

zauważ

Jeżeli dobrze się rozglądniesz, jeżeli potrafisz być na chwilę tu i teraz, może uda ci się mnie zauważyć w jakimś środku komunikacji. Przeważnie stoję, czasem siedzę, niekiedy tyłem do kierunku jazdy. Zdarzają mi się trudności z powstrzymywaniem łez, wtedy muszę głupio wyglądać, gdy bardzo staram się to ukryć. Ale bywa też tak, że mimowolnie się uśmiecham, w dodatku przez jakiś dłuższy czas, bo informuje mnie o tym odrętwienie policzków. Wiesz, jakie to jest rozdarcie? Gdy w środku wszystko pęka i wyje, ale równocześnie oliwi się ciepłem niepojętym, więc cała maszyneria jakoś pracuje, jakoś, tak jakoś, że aż nie chce się inaczej? Pewnie nie wiesz, bo skąd masz wiedzieć. Nie życzę tego nikomu, polecam każdemu. Bez tego nic nie ma. Nic.

bazgrać

Sypią się literki z woreczka, jak kostki lodu do szklanki. A każda z nich zawiera wspomnienie. Jedne można rozpuścić, inne rozgryźć, jeszcze inne wyssać. Każdy bok sześcianu zawiera odbicie innej chwili, ale jakby z tej samej kategorii. Na przykład jeżeli wyrzucisz jeden, ujrzysz zupełnie inny balkon i w kompletnie innym czasie, niż gdy wypadnie sześć oczek. Oczekiwania są również przeróżne, choć podobno niby ich nie ma. Zgarniam, wstrząsam, wyrzucam.

cóż – bot

– Co chcesz dzisiaj robić?

– Cóż, chcę  żeby już  był poniedziałek, szósta rano. Wiem, nie podoba ci się ta odpowiedź. Cóż… Podaj lepiej drugą kawę. Właściwie sam ją sobie podam, przecież mówię do siebie. Mam bardzo ładne dwa pudełeczka, czarne i czerwone, wspaniale oszukują chwilę. Mam też śliczne niebieskie koraliki, dzięki nim usta mogą się wam nie zamykać. Przekornie trwam. Przetrwam. Taki ze mnie prze.

szkło

Chodnik. Kwadratowe płyty, niektóre popękane, na tych nie stawaj, to przynosi pecha. W szczelinach między nimi gdzieniegdzie rośnie trawa. Rozsypana szklana układanka. Zieleń butelkowa w kawałkach. Tu szyjka, tam denko, tam reszta. Teoretycznie można by pozbierać gołymi rękami i może nawet się nie pokaleczyć. Krawędzie ostre, nieoszlifowane falami morskimi, piaskiem, ani solą. To nie była butelka z listem w środku, za dobrze by było. Nie było w niej też płynnego słońca, ani modelu żaglowca. Po prostu pusta butelka.