Pasem startowym po plecach, by wylądować. Osadzić się gdzieś, dosadnie. W ślad za pasem pełen wdzięku dźwięczny rozdźwięk. Za pan brat z niejedną kryjówką, skrycie skrzącą się tuż pod powierzchnią tafli teflonu. Po pas brodząc w gąszczu telefonów alarmowych by samopas zatrzymać się na popas. Czarnej taśmy pasek na oczy, srebrnej na usta.