świa ty
świą ty nia
świa ty
świą ty nia
Staram się łapać te poszatkowane resztki snu, ale wymykają się między palcami, przesypują się drobinkami nocnego piasku, rozwiewają i nikną z oczu. Zupełnie jak kiedyś obrączka, która ześlizgnęła mi się z palca podczas pływania w morzu. Jeszcze przez chwilę ją widziałem, próbowałem dosięgnąć, ale tylko musnęła przepływnie wnętrze mojej dłoni i zniknęła. Wszystkie skrawki marzeń sennych których nie udaje mi się złapać lądują w szufladzie z podwójnym dnem. Im dłużej w niej pozostają, tym trudniej mi się w nich rozpoznać. Są uwędzone, to nie mój zapach. I ciężko mi je dostrzec, system luster zawodzi.
Płaskowyż. Noc, oczywiście. Lód, a jakże. Księżyc pędzlem zanurzonym w rtęci wypełnił krajobraz. Tam gdzie nie udało mu się dotrzeć jego dzieło co jakiś czas kontynuuje nieregularna błyskawica. Gdzieniegdzie majaczy niewyraźna zakapturzona sylwetka, po niebie dryfują meduzy, kolejne źródła światła. Nad wszystkim unosi się eliptyczy kształt utworzony z dymu i kolców. Faluje, nieustannie zmienia się, kręci się równocześnie w różnych kierunkach. I rani od wewnątrz, a gdy uda mu się przebić niematerialną powłokę, to i wszystko na swej drodze. Staram się ukryć w dłoniach. Utopić w iluzji. Odwrócić uwagę opętaną choreografią. Niekiedy przegrywam.
Czujesz moje pismo nosem? Ja idę ulicą i wącham kamienice. Mam na sobie filtr chroniący przed zapachami do których nie pasuję. Czyjeś pranie, nieczyszczona klimatyzacja, kuchenna chmura. Nabyta warstwa dodaje mi konturu, wycina mnie z rzeczywistości, tworzy ze mnie naklejkę i przykleja gdzieś gdzie mogę świecić, tuż za rogiem, za tym światem, za zerwanym rano kwiatem. Czuję, że nadal tam jestem. Moje palce pszczołami, kieszenie pełne pyłu, całą drogę powrotną będę tworzył plaster, zakleję nim dziurę w moim kształcie.
odklejam się z tej koperty
w rogu tylko fragment pocztowego stempla
poza granicami pojmowania
wyblakła panorama rozciągnięta
Jestem w tym pubie. Mogę usiąść plecami do drzwi, zresztą obojętne, bo i tak nie spoglądam w ich kierunku. Już nie czekam, jesteśmy w komplecie. Piję prawdziwe piwo, po którym czuję się dobrze. Wodzę palcem po krawędzi kufla. Obok stoi pusty kieliszek po wiśniówce. Nie spoglądam nerwowo na zegarek, jestem rozluźniony, nad stołem unoszą się życzliwe spojrzenia, pod stołem splatają się dłonie. Pora nocy jest zupełnie nieistotna. Po wszystkim wracamy do domu. To niedaleko.
lżejszy = bliżej
Jak struna. Ostatnia deska ratunku jeżeli chodzi o bezpieczne sposoby poprawiania sobie humoru – sklep muzyczny. Kupuję struny, choć dzisiaj nie wiem po co. Może jutro się dowiem. Kupuję struny, choć dziś ich pewnie nie zmienię. Może jutro mi się uda. Kupuję struny, licząc że zmieniając je zmieniam swoje strony. Jak w magnetofonie: taśma prawie cała się przewinęła, trzeba odtworzyć stronę B. Zmianie strun będzie towarzyszyła zmiana napięcia. Na-prę-że-nia. Napięcie. Do sklepu dotarłem na nogach. Na piętach.
Zaraz zwymiotuję sobą, tym dniem, wczorajszym też, wszystkim co mam, a zostało niewiele. Wczoraj pozbyłem się wszelkich płynów z mojego organizmu. Uciekały każdym możliwym otworem, najwięcej oczami. Cofa mnie na myślo o dzisiejszym dniu. Targają mną torsje na myśl o tych wszystkich do zerzygania stałych czynnościach o stałych porach. Rzygam już teraz, a jeszcze niczego nie zjadłem, będę rzygał po drodze, będę gdy wrócę. Czym to przełamać, skoro pozbyłem się wszystkich sił. Najlepiej się położyć i może zadławić. Nie przejmuj się, ewentualny czytelniku. Tak naprawdę jestem tylko fikcyjną postacią, a wszelkie podobieństwo do prawdziwej osoby jest zupełnie przypadkowe.
Drewniana różdżka oszukała mnie, być może dlatego, że kiedyś najprawdopodobniej była procą. Próbowałem po prostu odnaleźć drogę przez dzień, jak zawsze. Błądząc po owocowym sadzie w pewnym momencie nie zauważyłem wysuszonej studni. Głucho, dobrze wytłumiona, nie ma żadnych odbić. Nie wiem jak długo tu już jestem. Zrobiło się już bardzo ciemno, okrągły otwór nade mną wypełniły obce i złe gwiazdy. W pewnym momencie przygasły, w otworze zamajaczyła niewyraźna męska sylwetka.