Muszę usiąść. Muszę. O, tu będzie w sam raz. Niby niedaleko, a tak naprawdę gdzieś daleko stąd. Skąd? I w dodatku wieje. Jest mokra, chcę przemoczyć spodnie. Chcę czuć zimno na pośladkach, a opierając po bokach dłonie chcę nawbijać sobie drzazg. Chyba już się nie ruszę. Poobserwuję sobie zmiany pór roku. Urosną mi włosy, może wtedy na mojej głowie ptaki uwiną sobie gniazdo. Nie wstanę.
To całkiem inna sytuacja. Ale przypomniała mi się przy okazji Twojego wpisu…
Padał drobny deszczyk. Była jesień. Straciłam siłę. Usiadłam na schodach w centrum miasta i nie mogłam się ruszyć. Do miejskiej budki telefonicznej miałam dosłownie 2 kroki. Obok mnie przechodzili ludzie, a ja nie mogłam się ruszyć, ani nic powiedzieć.
Nie mogłam.
Dopiero jakaś kobieta zainteresowała się mną, wezwała karetkę…
Niczego nie stwierdzono… wróciłam pieszo do domu ogromnie przestraszona.
PolubieniePolubienie
To bardzo podobna sytuacja, wbrew pozorom.
PolubieniePolubienie
A więc też wstaniesz…
PolubieniePolubienie