larry

Wiesz, pobiłem dziś  rekord w zakłócaniu pracy ulicznych lamp. Cztery słupy, plus duży świecący szyld. Więc lepiej dobrze się zastanów.

„A więc powiedz mi, powiedz, proszę cię.

Mała, czy możesz polubić swojego faceta?

To porządny gość.

Mała, czy możesz polubić swojego faceta?”

lewa chusteczka prawy but

Głuchnę, coraz mniej słyszę. Ale właściwie na chwilę obecną to nieważne, niech inni słuchają. Znikam z pola widzenia, tracę się z oczu. Ale odwracajcie wzrok, tu nie ma na co. Ja mogę uczepić się mnie, stać się własną kulą u nogi. Tyle jeszcze potrafię, najpierw jedna, potem druga – noga. Marsz, wiecznie w ruchu, ciągle we własnym kierunku, który to kierunek niekoniecznie zawsze dokądś prowadzi. Od kilku dni mijam porzucone paczki chusteczek higienicznych, być może jedna z nich należała kiedyś do mnie. Tak łatwo coś zgubić, nosząc po kieszeniach tyle rzeczy. Co musiał nosić przy sobie ten, co pozostawił na środku chodnika parę zimowych butów?

shutdown

Na upartego jednak jakieś pytanie by się pojawiło. Na przykład: jak to przerwać? To nieustanne skanowanie umysłem rzeczy-do-zrobienia-teraz-już-w-tym-momencie. Od dłuższego czasu uczę się nie ulegać pokusie posprzątania wszystkiego w zasiegu wzroku, ale choć może wydawać się to śmieszne, nie jest to wcale łatwe. Jem śniadanie, moje spojrzenie omiata kuchnię, zatrzymuje się na pozostawianych byle gdzie kubkach i talerzach – i już wszystko we mnie nakazuje mi przerwać jedzenie, wstać i pochować niepotrzebne naczynia do zmywarki. Takich rozproszających mnie i odciągających od siebie samego przykładów mógłbym podać wiele więcej, moja codzienność jest nimi przepełniona. Jak się od tego odciąć, nie odcinając sobie przy tym głowy, co samo w sobie jest bardzo kuszącą opcją?

jester

Wczoraj bladym świtem miałem do świata tylko jedno pytanie: dlaczego miałbym mieć łatwo? Dziś chyba nie mam żadnych. Mogę sam tworzyć odpowiedzi. Tyle tylko, że to bardzo niewdzięczne zadanie. Niewdzięczne. Wdzięczność. Dźwięczność. Wieczność. Tak to powinno wyglądać. Zasłona. Za słona. Zasłonięty. Zasłonię Ty.

8 x ileś jednostek

To się rozszerza. W chwilę po wypiciu ośmiu kropel witaminy D nie jestem już pewien, czy w ogóle je zażyłem. I ta burza myśli: to na wszelki wypadek wypić czy nie, bo co jeżeli przedawkuję, przecież to taki ciężki i poważny lek, z pewnością coś mi się stanie, serce mi stanie, albo nastanie jakiś wysyp wykwitów. Znowu przenosimy się pod prysznic. Czy ja już myłem głowę? No cóż, no to jeszcze raz, mosh i idź. Zawsze idź. Nigdy nie siadaj. Nawet nie myśl o tym, żeby usiąść. Niech ci do tej nie wiadomo czy umytej głowy nie przyjdzie siedzenie. Siedzenie dla pasażera jest wolne, ale pasy zapięte, matka – jak wiadomo – siedzi z tyłu, poduszki powietrzne włączone, w razie czego można w nie krzyczeć. A gdyby tak wypełniały się helem, czy wtedy w razie wypadku byłby z nich jakiś pożytek? Przecież ta po stronie kierowcy uniosłaby się ponad kierownicę, która zamieniłaby się w tarczę, a głowa prowadzącego pojazd trafiłaby w końcu w dziesiątkę. Tym wszystkim zajmuje się ten od szczoteczki do zębów. To on nie pozwala zasnąć, za to każe wstać. Taka to z niego dziwna postać.

są siednij

Uważnie przyjrzyjcie się niedowidzącymi oczami, dobrze nadstawcie przytkane uszy, albowiem nie będę się powtarzać i powiem to jedyny raz: jestem nienormalny. Z lustra spogląda na mnie przeterminowana zjawa z obłędem w oczach. Chcecie, bym zamieszkał w pobliżu? Nawet okolica na tym ucierpi, bo psuję atmosferę, trawniki w zetknięciu z moimi stopami gniją, drzewa zapadają na niewystępujące w tym kraju choroby, a lampy uliczne nie chcą się zapalić. Będziecie straszyć mną dzieci, przyspieszać kroku na mój widok, instynktownie sprawdzać, czy wasze portfele są na swoich miejscach. Nie, nie chcecie bym został waszym sąsiadem. Naniosę błota, pożyczę śrubokręt i go nie oddam, żonom będzie się wydawało, że obmacuję je wzrokiem. Jestem robaczywy. Kompletnie popsuty.

Ty też. Dobrze się przyjrzyj. Pięknie się przyśnij.

ej! Ja?

Nie odróżnianie rozwija się, tym razem chodzi o szczoteczki do zębów. Moja to od dawna fioletowa, dlaczego więc w dłoni ląduje często ta granatowa? Kto ją tak szybko podmienia i jak, że nawet tego nie czuję? Odczuwam za to całą nawałnicę emocji, których albo nie powinienem czuć, albo wolałbym nie. Pod czaszką cała chmara trzepocze i kracze, niektóre przysiadują na rozgałęzieniach neuronów i wesoło srają na przesyłane informacje. Niekiedy trafiają, och, jak jest wtedy fajnie. Wtedy nic już nie wiem, wtedy tylko potrzebuję, za to nie mam, nie mogę dać, jedyne co mogę to iść, a w zasadzie to usiąść. Gdy już usiądę przyglądam się sobie i dostrzegam wyraźny błąd oprogramowania, jakieś przeoczenie między wierszami kodu, strukturalną skazę algorytmu. I cóż po takim narzędziu, które mimo, że daje jakieś możliwości, tak naprawdę jedyne co wprowadza to chaos. Żaden użytkownik nie zatrzyma się na dłużej, historia zna przecież takie przypadki. Po początkowym zachłyśnięciu się w jakiś sposób zawsze wychodzi się z mody. MiniDisc.

bie

Próbuję cię wywąchać już na przystanku. Nauczyłem się lubić zimę, potrzeba po prostu innych oczu. Do wszystkiego zresztą. Nie czuję chłodu, bo nie mam już dawnej skóry. Tamtą zrzuciłem, niepotrzebna przecież. Czy to ona okazała się być za ciasna, czy może to ja ostatni raz w życiu urosłem? Zapragnąłem być bluszczem, dlatego oplotłem to drzewo, ot cała tajemnica, nie mieszajmy do tego mitologii. Przy każdym oplocie naciągałem się coraz bardziej, wydłużyłem się niemożliwie dzieląc w koronie, by na czubku przyjąć całkiem nową formę. Skóra dopiero rośnie. Ale nie jest mi zimno.