Nie rozmawiajcie ze mną, proszę, nie mówcie już do mnie. Nie widzicie, że barwa mojej skóry zmieniła się w ciągu ostatniej nocy? Obudziłem się w zupełnie innym kolorze. Miał miejsce wyciek. Towarzyszył temu odgłos pękających orzechów kokosowych, aż spłoszyły się pasące się nieopodal konie. Z mojej głowy wydostał się purpurowy płyn, bardzo spieniony. Aż dziw, że zabarwił mnie na niebiesko. A może to szarość, a ja tylko się oszukuję. Przekłamują te fragmenty tęcz rozsiane po całym krajobrazie, rozszczepiają światło, odwracają wzrok.
Miesiąc: Styczeń 2026
zisna wioma
Wracam tym słońcem co płynie chodnikami, wracam bez duszy na ramieniu. Ta jest na swoim miejscu, w tym momencie zwinięta w kłębek, mruczy. Niekiedy kładzie po sobie uszy i syczy, słuchając podszeptów serca. Tak, bo ono nie jest nieomylne, zwłaszcza ogarnięte lękiem, co się często zdarzało w ostatnich miesącach. Niełatwo jest je narysować kredą na szkolnym murze – ma kształt egzotycznego ptaka. Niekiedy nerwowo trzepocze skrzydłami-przedsionkami, tak jakby próbowało odlecieć, wznieść się na chwilę przed niebezpieczeństwem, ale niezbyt daleko, ot tak, żeby zaraz wylądować. Najczęściej jednak siedzi spokojnie na gałęzi, mruga oczami i wkłada dziób pomiędzy własne pióra w poszukiwaniu prawdy, którą przez cały czas ma przed sobą.
Miami Vice
Cały czas mam wrażenie, że już kiedyś czytałem tę książkę. Ale to może dlatego, że jest tak wybitnie o mnie. Jest jak melodia z dzieciństwa, tylko odtwarzana wstecz. Jak temat przewodni z serialu Miami Vice od tyłu. Wtedy te dźwięki opowiadały o życiu, którego się nie zna, ale które z pewnością gdzieś jest. Teraz, słuchane wspak (czytane od końca), opisują świat dobrze znany, za to jeszcze nieistniejący.
palce
Doskonale znają drogę. Po ciemku/po omacku. Po własnych śladach w śniegu. Nawet jeżeli gdzieś się gubią pomiędzy jednym wizerunkiem ptaka w locie, to zawsze są na miejscu. I wyrastają z tego samego drzewa. Jestem tym, jestem nim. Mam korzenie, mam skrzydła.
L/R
Od jakiegoś czasu mój umysł blokuje się i nie odróżnia pokręteł baterii prysznicowej. Nieustannie mylę to odpowiedzialne za temperaturę wody z tym od ciśnienia. Ciekawy jest moment, w którym wiem, że popełniłem błąd – ciało zamiera wtedy w oczekiwaniu na uderzenie fali zimna. Kiedyś nie miałem z tym problemów, kiedyś odróżniałem lewą od prawej. Kiedyś idąc nocą nie gasiłem po drodze tylu świateł, a inne się nie zapalały. Teraz świeci wszystko. Hulajnogi, obroże psów, ekrany telefonów, kaski dostawców jedzenia. Podobno i mnie zdarza się świecić. Nie wiem, nie dostrzegam. Może?
ścieżka
To pali żywym ogniem, wiesz? Dym unosi się z postrzępionego, złamanego ołówka, który kiedyś był moją szyją. Chciałbym być autystykiem, może to wszystko byłoby łatwiejsze. Coś bym przecież sobie wytłumaczył, tego się trzymał, a cała reszta świata miała by dwa wyjścia: moje, albo z domu. Chciałbym to zalać alkoholem – jest tak zimno, a przede mną długa droga. Chciałbym sobie zapchać nos, bo już nie czuję pisma.
bielmo
Biały dywan. Białe ściany. I sufit też biały. Białe okiennice, białe narzuty na wszystkim. Bielmo w oku, mgła w uszach, chmury pod paznokciami. Kawa w białym kubku. Biały szum.
tarta malinowa
Każde pociągnięcie pędzlem po udzie zostawia szramę w moim sercu. Maczasz w niej włosie i nanosisz kolejne cętki. Powstaje pytanie co było pierwsze: znamiona czy barwnik. Mam nadzieję, że to nie przeze mnie. Nie powinienem wywoływać aż takiej tęsknoty, w nikim. Nawet mi nie brakuje mnie. Już nie. Kiedyś bezskutecznie szukałem siebie, w oparach gryzącej nostalgii niczego nie mogłem się doszukać. Gdy w końcu znalazłem, a właściwie podsunięto mi to, co wydawało mi się, że bezpowrotnie utraciłem, przestałem… chciałbym napisać, że przestałem się bać, ale to nie do końca prawda. Przynajmniej przestałem tęsknić, bo się zadziałem i zadziałało – jestem.