ał(ła)

Nie rozmawiajcie ze mną, proszę, nie mówcie już do mnie. Nie widzicie, że barwa mojej skóry zmieniła się w ciągu ostatniej nocy? Obudziłem się w zupełnie innym kolorze. Miał miejsce wyciek. Towarzyszył temu odgłos pękających orzechów kokosowych, aż spłoszyły się pasące się nieopodal konie. Z mojej głowy wydostał się purpurowy płyn, bardzo spieniony. Aż dziw, że zabarwił mnie na niebiesko. A może to szarość, a ja tylko się oszukuję. Przekłamują te fragmenty tęcz rozsiane po całym krajobrazie, rozszczepiają światło, odwracają wzrok.

zisna wioma

Wracam tym słońcem co płynie chodnikami, wracam bez duszy na ramieniu. Ta jest na swoim miejscu, w tym momencie zwinięta w kłębek, mruczy. Niekiedy kładzie po sobie uszy i syczy, słuchając podszeptów serca. Tak, bo ono nie jest nieomylne, zwłaszcza ogarnięte lękiem, co się często zdarzało w ostatnich miesącach. Niełatwo jest je narysować kredą na szkolnym murze – ma kształt egzotycznego ptaka. Niekiedy nerwowo trzepocze skrzydłami-przedsionkami, tak jakby próbowało odlecieć, wznieść się na chwilę przed niebezpieczeństwem, ale niezbyt daleko, ot tak, żeby zaraz wylądować. Najczęściej jednak siedzi spokojnie na gałęzi, mruga oczami i wkłada dziób pomiędzy własne pióra w poszukiwaniu prawdy, którą przez cały czas ma przed sobą.

Miami Vice

Cały czas mam wrażenie, że już kiedyś czytałem tę książkę. Ale to może dlatego, że jest tak wybitnie o mnie. Jest jak melodia z dzieciństwa, tylko odtwarzana wstecz. Jak temat przewodni z serialu Miami Vice od tyłu. Wtedy te dźwięki opowiadały o życiu, którego się nie zna, ale które z pewnością gdzieś jest. Teraz, słuchane wspak (czytane od końca), opisują świat dobrze znany, za to jeszcze nieistniejący.

palce

Doskonale znają drogę. Po ciemku/po omacku. Po własnych śladach w śniegu. Nawet jeżeli gdzieś się gubią pomiędzy jednym wizerunkiem ptaka w locie, to zawsze są na miejscu. I wyrastają z tego samego drzewa. Jestem tym, jestem nim. Mam korzenie, mam skrzydła.

L/R

Od jakiegoś czasu mój umysł blokuje się i nie odróżnia pokręteł baterii prysznicowej. Nieustannie mylę to odpowiedzialne za temperaturę wody z tym od ciśnienia. Ciekawy jest moment, w którym wiem, że popełniłem błąd – ciało zamiera wtedy w oczekiwaniu na uderzenie fali zimna. Kiedyś nie miałem z tym problemów, kiedyś odróżniałem lewą od prawej. Kiedyś idąc nocą nie gasiłem po drodze tylu świateł, a inne się nie zapalały. Teraz świeci wszystko. Hulajnogi, obroże psów, ekrany telefonów, kaski dostawców jedzenia. Podobno i mnie zdarza się świecić. Nie wiem, nie dostrzegam. Może?

ścieżka

To pali żywym ogniem, wiesz? Dym unosi się z postrzępionego, złamanego ołówka, który kiedyś był moją szyją. Chciałbym być autystykiem, może to wszystko byłoby łatwiejsze. Coś bym przecież sobie wytłumaczył, tego się trzymał, a cała reszta świata miała by dwa wyjścia: moje, albo z domu. Chciałbym to zalać alkoholem – jest tak zimno, a przede mną długa droga. Chciałbym sobie zapchać nos, bo już nie czuję pisma.

tarta malinowa

Każde pociągnięcie pędzlem po udzie zostawia szramę w moim sercu. Maczasz w niej włosie i nanosisz kolejne cętki. Powstaje pytanie co było pierwsze: znamiona czy barwnik. Mam nadzieję, że to nie przeze mnie. Nie powinienem wywoływać aż takiej tęsknoty, w nikim. Nawet mi nie brakuje mnie. Już nie. Kiedyś bezskutecznie szukałem siebie, w oparach gryzącej nostalgii niczego nie mogłem się doszukać. Gdy w końcu znalazłem, a właściwie podsunięto mi to, co wydawało mi się, że bezpowrotnie utraciłem, przestałem… chciałbym napisać, że przestałem się bać, ale to nie do końca prawda. Przynajmniej przestałem tęsknić, bo się zadziałem i zadziałało – jestem.