Witam was wszystkich, o piękni ludzie, i zapraszam do nieustannego mówienia o sobie, ewentualnie do mówienia mi jak mam czuć i co robić. Usiądźmy, najlepiej w kółeczku, może być przy ognisku, a jeżeli przy domowym, to już w ogóle. Wiem, nie macie z reguły żadnych pytań, chyba że chodzi o takie w stylu „czy możesz krzyczeć z bólu trochę ciszej?”, albo „to nie mogłeś na czas tego spotkania wysilić się i nie pokazywać niczego po sobie?”. Pozwólcie zatem, że to ja będę pytał. A więc co sprawia, że na zdjęciach jesteście tacy szczęśliwi? W waszych oczach, nawet jeżeli nietkniętych uśmiechami, próżno szukać pustki. A ona pozostawia ślady, możecie mi wierzyć. Czy kiedykolwiek wątpicie? Czy dopuszczacie do siebie myśl, że coś jest nie tak? Czy wasze uczucia słabną? Jeżeli tak, to co jest waszym paliwem? Jeżeli nie, to jakim cudem? Jestem bardzo ciekaw, czekam na odpowiedzi. Tylko błagam, nie próbujcie nawet doszukiwać się sedna problemu w kimś z zewnątrz, albo w jakimś znudzeniu, fanaberii, kryzysie wieku średniego, bo zakończy się ta dyskusja zanim zacznie, a ja zostanę tylko z tym mglistym wytłumaczeniem, które sam sobie sporządziłem. Mianowicie chodzi o to, że pod waszą powierzchnią nie ma tego, co wije się we mnie. Wije, toczy, zżera mnie od środka, ma pamięć przechowującą absolutnie wszystko. Wszystkie rozczarowania, tęsknoty, żale, zaniedbabnia, niepowodzenia, porażki i krzywdy, wszystko co doświadczyłem w starciu z dorosłością.
Autor: mknie
doppelganger
Ciekawe – chcąc zalogować się do panelu aby utrwalić te parę wrażeń wpisałem bezwiednie adres nieistniejącego od lat ownloga. Szkoda tamtej platformy, szkoda tamtych czasów i blogów. Kiedyś to były blogi.
…
Dlaczego niby mam nie mieć prawa do kryzysu? Do załamania? Do tęsknoty i dążenia do szczęścia? Czemu tak uważasz, lustrzany odbiciu? Czemu podkopujesz resztki zaufania którymi się obdarzam? Czemu chcesz mnie na starcie pozbawić sił? Jaki masz w tym interes? Odpowiedz, padło wiele pytań. Wiesz co? Nie wierzę w ani jedno Twoje słowo. Zdradziły cię wąsy.
…
Niektórzy twierdzą, że każdy człowiek ma swojego sobowtóra. Ja jestem przekonany, że tak nie jest. Nie każdy.
duszność
Kątem oka łowię jakiś ruch. Czy ktoś umarł? Czy to duch? A może to mnie nigdy tu do końca nie było, nie ma mnie i w tym momencie? Może skaleczyłem się krojąc ten chleb i wykrwawiłem się na kuchennym blacie? Kuchnia pełna niespodzianek.
stop-klatka
Pokój wypełniony słowami. Pełno unosi się ich w powietrzu, tkwią tam nieruchomo, w stopklatce. Ostrożnie dobierane, lub składane na prędce, o niepełnym znaczeniu. Niektóre o ostrych krawędziach, te mogą ranić. Inne przytępione terminem ważności.
Przecież od tych symboli dostanę zaraz pomieszania zmysłów. Zamówiona rowerowa sakwa przychodzi, a jakże, cała w kolorowe tukany. W drodze do kina mijamy ogród botaniczny.
– Muszę się tu kiedyś wybrać, podobno sporo się pozmieniało – słyszę. Zaciskam zęby, żeby nie przygryzać warg.
Z ekranu wyskakują zajome miejsca i rozdrapują mi klatkę piersiową.
Stop-klatka. Stopklatka? Stop klatka.
zauważ
Jeżeli dobrze się rozglądniesz, jeżeli potrafisz być na chwilę tu i teraz, może uda ci się mnie zauważyć w jakimś środku komunikacji. Przeważnie stoję, czasem siedzę, niekiedy tyłem do kierunku jazdy. Zdarzają mi się trudności z powstrzymywaniem łez, wtedy muszę głupio wyglądać, gdy bardzo staram się to ukryć. Ale bywa też tak, że mimowolnie się uśmiecham, w dodatku przez jakiś dłuższy czas, bo informuje mnie o tym odrętwienie policzków. Wiesz, jakie to jest rozdarcie? Gdy w środku wszystko pęka i wyje, ale równocześnie oliwi się ciepłem niepojętym, więc cała maszyneria jakoś pracuje, jakoś, tak jakoś, że aż nie chce się inaczej? Pewnie nie wiesz, bo skąd masz wiedzieć. Nie życzę tego nikomu, polecam każdemu. Bez tego nic nie ma. Nic.
bazgrać
Sypią się literki z woreczka, jak kostki lodu do szklanki. A każda z nich zawiera wspomnienie. Jedne można rozpuścić, inne rozgryźć, jeszcze inne wyssać. Każdy bok sześcianu zawiera odbicie innej chwili, ale jakby z tej samej kategorii. Na przykład jeżeli wyrzucisz jeden, ujrzysz zupełnie inny balkon i w kompletnie innym czasie, niż gdy wypadnie sześć oczek. Oczekiwania są również przeróżne, choć podobno niby ich nie ma. Zgarniam, wstrząsam, wyrzucam.
cóż – bot
– Co chcesz dzisiaj robić?
– Cóż, chcę żeby już był poniedziałek, szósta rano. Wiem, nie podoba ci się ta odpowiedź. Cóż… Podaj lepiej drugą kawę. Właściwie sam ją sobie podam, przecież mówię do siebie. Mam bardzo ładne dwa pudełeczka, czarne i czerwone, wspaniale oszukują chwilę. Mam też śliczne niebieskie koraliki, dzięki nim usta mogą się wam nie zamykać. Przekornie trwam. Przetrwam. Taki ze mnie prze.
szkło
Chodnik. Kwadratowe płyty, niektóre popękane, na tych nie stawaj, to przynosi pecha. W szczelinach między nimi gdzieniegdzie rośnie trawa. Rozsypana szklana układanka. Zieleń butelkowa w kawałkach. Tu szyjka, tam denko, tam reszta. Teoretycznie można by pozbierać gołymi rękami i może nawet się nie pokaleczyć. Krawędzie ostre, nieoszlifowane falami morskimi, piaskiem, ani solą. To nie była butelka z listem w środku, za dobrze by było. Nie było w niej też płynnego słońca, ani modelu żaglowca. Po prostu pusta butelka.
farba
Zapach tej farby mam już wytatuowany kardiologicznie. Wypełnia wszystkie pęknięcia. Wszystkie, nawet te, których jeszcze nie ma.
lizanie podłogi
To zimno pojawia się nagle. Wyłazi ze ścian jakby tam mieszkało, jakby w momentach słabości chciało odciąć drogę do tej jedynej dostępnej podpory jaką daje gładka powierzchnia. Nie zemdleć, nie tym razem, jeszcze nie czas. Skoro już leżę, może umyć ci podłogę? Nie mam przy sobie żadnych środków czystości, może chcesz żebym ją wylizał? Tuż przed samym wyjściem czyściłem żyletką kuchenną płytę. Nie dziękuj mi, podziękuj mojemu ojcu. Dzięki, tato. Ja z tego miejsca chciałem podziękować wszystkim. Naprawdę nie sądziłem, że kiedykolwiek się tu znajdę, ale skoro już jestem, to… Oho, wraca. Klatka piersiowa robi się za mała. Palce chowają się do wewnątrz. A może zasnąć na chwilę?