zauważ

Jeżeli dobrze się rozglądniesz, jeżeli potrafisz być na chwilę tu i teraz, może uda ci się mnie zauważyć w jakimś środku komunikacji. Przeważnie stoję, czasem siedzę, niekiedy tyłem do kierunku jazdy. Zdarzają mi się trudności z powstrzymywaniem łez, wtedy muszę głupio wyglądać, gdy bardzo staram się to ukryć. Ale bywa też tak, że mimowolnie się uśmiecham, w dodatku przez jakiś dłuższy czas, bo informuje mnie o tym odrętwienie policzków. Wiesz, jakie to jest rozdarcie? Gdy w środku wszystko pęka i wyje, ale równocześnie oliwi się ciepłem niepojętym, więc cała maszyneria jakoś pracuje, jakoś, tak jakoś, że aż nie chce się inaczej? Pewnie nie wiesz, bo skąd masz wiedzieć. Nie życzę tego nikomu, polecam każdemu. Bez tego nic nie ma. Nic.

bazgrać

Sypią się literki z woreczka, jak kostki lodu do szklanki. A każda z nich zawiera wspomnienie. Jedne można rozpuścić, inne rozgryźć, jeszcze inne wyssać. Każdy bok sześcianu zawiera odbicie innej chwili, ale jakby z tej samej kategorii. Na przykład jeżeli wyrzucisz jeden, ujrzysz zupełnie inny balkon i w kompletnie innym czasie, niż gdy wypadnie sześć oczek. Oczekiwania są również przeróżne, choć podobno niby ich nie ma. Zgarniam, wstrząsam, wyrzucam.

cóż – bot

– Co chcesz dzisiaj robić?

– Cóż, chcę  żeby już  był poniedziałek, szósta rano. Wiem, nie podoba ci się ta odpowiedź. Cóż… Podaj lepiej drugą kawę. Właściwie sam ją sobie podam, przecież mówię do siebie. Mam bardzo ładne dwa pudełeczka, czarne i czerwone, wspaniale oszukują chwilę. Mam też śliczne niebieskie koraliki, dzięki nim usta mogą się wam nie zamykać. Przekornie trwam. Przetrwam. Taki ze mnie prze.

szkło

Chodnik. Kwadratowe płyty, niektóre popękane, na tych nie stawaj, to przynosi pecha. W szczelinach między nimi gdzieniegdzie rośnie trawa. Rozsypana szklana układanka. Zieleń butelkowa w kawałkach. Tu szyjka, tam denko, tam reszta. Teoretycznie można by pozbierać gołymi rękami i może nawet się nie pokaleczyć. Krawędzie ostre, nieoszlifowane falami morskimi, piaskiem, ani solą. To nie była butelka z listem w środku, za dobrze by było. Nie było w niej też płynnego słońca, ani modelu żaglowca. Po prostu pusta butelka.

lizanie podłogi

To zimno pojawia się nagle. Wyłazi ze ścian jakby tam mieszkało, jakby w momentach słabości chciało odciąć drogę do tej jedynej dostępnej podpory jaką daje gładka powierzchnia. Nie zemdleć, nie tym razem, jeszcze nie czas. Skoro już leżę, może umyć ci podłogę? Nie mam przy sobie żadnych środków czystości, może chcesz żebym ją wylizał? Tuż przed samym wyjściem czyściłem żyletką kuchenną płytę. Nie dziękuj mi, podziękuj mojemu ojcu. Dzięki, tato. Ja z tego miejsca chciałem podziękować wszystkim. Naprawdę nie sądziłem, że kiedykolwiek się tu znajdę, ale skoro już jestem, to… Oho, wraca. Klatka piersiowa robi się za mała. Palce chowają się do wewnątrz. A może zasnąć na chwilę?

operacja na otwartym sercu

Nie śpię. Nie podano mi wystarczającej ilości znieczulenia. Anestezjolog tylko dziwnie się uśmiecha, w dodatku czuć od niego alkohol. Poza tym czy to aby naprawdę jest lekarz? Ten skórzany płaszcz… Nie wiem. Nic w ogóle nie wiem, odpływam trochę w tej mgiełce nacięć, przyspieszeń, kołatań i zamierań. Słyszę o czym rozmawiają. Czuję dotyk. Po prostu nie jestem w stanie dać im jakoś znać, że nie straciłem przytomności. Wyczuwam ich ruchy na sobie i w środku, nie sprawia to bólu, jestem chyba gdzieś daleko stąd, tym razem odjechałem znacznie dalej niż dociągnięto tory. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie zaszyją mi czegoś w środku. Głupio by było tak żyć dalej z czyimś zegarkiem w środku. Albo niedopałkiem papierosa. Może szminką, to już prędzej. Kochana mamo, niedługo stąd wyjdę. Karmią tak sobie, za to w nocy nie da się spać. To znaczy da się usnąć, tylko nie trwa to długo. W ciągu dnia snuję się po prostu korytarzami, mam swoją stałą trasę od automatów z kawą i przekąskami, po przeszkloną poczekalnię na pierwszym piętrze. Rozpościera się z niej ładny widok na las poniżej. Czasami stoję tam i wyobrażam sobie, że ktoś mi towarzyszy i że korony drzew to łagodne morskie fale. Wszyscy są tu dla mnie bardzo mili, może jedynie poza siostrą Mildred. Ale na nią też prędzej czy później znajdę sposób. Na szczęście nie ma jej tu z nami przez cały czas. W nocy gdzieś przepada, a za dnia znikam ja. Wiesz przecież, że potrafię to robić.

przesypuję

w morzu twarzy zastygnąć z niemym wyrazem przerażenia bezsilności zasnąć zaspać obudzić się gdzie indziej ale jeszcze nie za późno zerwać się jak oparzony zdążyć na czas przekonać się że jeszcze nie jest za późno odtąd nie zatrzymywać się stąd dotąd do tej pory było inaczej wiele znaczeń nie przeinaczać już nie inaczej

wskazanie plamy

Mylą mi się już bajki, nie wiem co to za okruch drażnił moje oko przed snem. Kawałek pękniętego zwierciadła? Płatek śniegu? Ziarnko piasku? Poruszało się w przeciwnym kierunku do ruchu gałek ocznych, z pewnością więc było żywe. Mógł to być człowiek, który jakimś cudem utkwił tam, próbując opuścić moją głowę. Próbowałem go wypłakać, nie było to specjalnie trudne. Rano wśród pościeli znalazłem miniaturową szklaną kulę. W środku miała makietę przejeżdżającego przez most pociągu. Gdy się nią potrząsanęło, w odbitym w powierzchni wody obrazie wagonów nie zgadzała się ilość pasażerów.