Przypomniałem sobie: jeżeli jeszcze raz gdzieś mi wyskoczy coś związanego z tańcem Wednesday, to zacznę krzyczeć, a potem przeczytacie o mnie w nagłówkach na onecie.
mojego problemu nie ma na liście
Taką opcję podałem kiedyś podczas usuwania konta w jakimś internetowym sklepiku z marzeniami. A może z koszmarami? Przypomniały mi się te słowa podczas mojej dzisiejszej pierwszej w życiu wizyty u terapeuty. Pod kopułą nazbierało mi się trochę niepotrzebnych rzeczy i poczułem potrzebę znalezienia kogoś, kto mi je pomoże posprzątać. Nie bardzo jeszcze wiem, co sądzić o tym spotkaniu. Poruszyłem tylko wierzchołek góry lodowej, w dodatku nie mogę się pozbyć wrażenia, że przez pięćdziesiąt minut właściwie w ogóle nie mówiłem o sobie. W dodatku pani słuchająco-notująca w trakcie mojego otwierania się pozwoliła sobie parę razy ciężko westchnąć, co właściwie nie wiem jak zinterpretować. Że coś na zasadzie „o nie, znowu to samo, nie wytrzymam kolejnej osoby pierdolącej o tym samym„? Staram się nie zniechęcać, do ludzi trzeba się przyzwyczaić. W każdym razie gdybym po drugiej sesji zamilkł na dłużej, znaczyć to będzie, że jestem gdzieś zamknięty i poddawany elektrowstrząsom.
czeci czeci
odsądzony od czci i wiary pozbawiony jednego i drugiego odsączony przez pryzmat wspomnień przecieram oczy ze zdumienia wsłuchany w trzask stawów i zastawiam się „jak to, już?”
mój syn wraca do domu z sylwestrowej zabawy dokładnie tak samo jak ja te całe eony temu niewyspany trzeźwy i zapewne nieszczęśliwy po kilku godzinach obserwacji dobierania się w pary
pewnie nadinterpretuję nie jest mną na szczęście
szczerb
odejście od jednych zmysłów wyostrza te drugie
snopy
Wiązki przed dźwiękiem budzika pozbierane. W żadną konkretną całość. Tu z tortu wyskoczę, tam na kubańskim weselu się pojawię, ot takie tam. I w składzie porcelany agresora obezwładnić mi przyjdzie, ruchami o dynamice muchy w miodzie. Powyżej uszu mam codzienne śnienie.
mandaryn
Wspaniale było wracać przez park. Po śniegu pozostało już tylko wspomnienie, nieprzyjemna dla większości aura skutecznie wypłoszyła spacerowiczów. I bardzo dobrze. Ostatnio aż się wzdrygam, gdy na moich alejkach jestem zmuszony mijać innych ludzi. To samo dotyczy tramwajów: zbytnia bliskość i nachalne sąsiedztwo są w stanie zmusić mnie do opuszczenia pojazdu przed miejscem docelowym. Więcej przez to chodzę i wmawiam sobie, że dzięki temu poprawił się mój sen. Sypiam faktycznie lepiej, tyle tylko, że wymazuję z pamięci te momenty w których zażywam melatoninę. Mimo wszystko ma to swoje plusy: śpię mocniej, głębiej, a to, co mi się śni mogłoby być przedmiotem akademickich dyskusji. Może i mogłoby być, gdybym tylko był zauważalny. Ale w sumie… Dobrze mi z tą moją niedostrzegalnością. Jestem niepozorny jak mandarynka. Życie nie po raz pierwszy odesłało mnie na ławkę rezerwowych, ale naprawdę nie narzekam: mam stąd wspaniałą perspektywę i naprawdę niecodzienne widoki.
lód
Po jakimś roku używania nowej (wówczas) lodówki dotarło do mnie, że ona generuje lód. W sensie nie ten osadzający się na ściankach zamrażalnika. I nie ten do zrobienia na przykład w woreczkach. Po wybraniu odpowiedniej funkcji w magiczny sposób kostki lodu same wpadają do szklanki, czemu w trakcie procesu towarzyszy intymne podświetlenie naczynia. Cóż za wspaniały wynalazek! Lepszy niż cały internet, wszystkie urządzenia smart, botoks i diety pudełkowe razem wzięte! Co prawda nie ma jeszcze dziesiątej rano, ale gdzieś na świecie z pewnością jest już wieczór, więc poświęcę się w imię nauki i przeprowadzę test.
prze łom
Ostatnie dni roku. Ani lepszego. ani gorszego od kilku poprzednich lat, które w sumie i tak zlały mi się w jedno. Niby były po drodze jakieś różne wstrząsy, ale w ogólnym rozrachunku wszystko to pył, kawałek nitki na penisie kosmity pochowanego w żelatynie pod piaskami Wenus. Coś drgnęło we mnie, jednak. Czasami to drżenie, niekiedy odpadanie kolejnych warstw. Targanie się. Tak jak dziś: targnąłem się na wpis tutaj. Bo ostatnio nie bardzo umiem, a gdybym jednak rozpuścił się w tęczowym świetle, to chciałem coś tu na wszelki wypadek wyryć. Nabazgrać czerwonym markerem tag, dodać kilka rys na tramwajowej szybie. Rzecz w tym, że się zestarzałem. Inaczej pachnę, inaczej myślę. Nie jestem z tego czasu i przestrzeni, czuję się stąd wypychany. Zarezerwowałem sobie na wszelki wypadek jakieś bardziej powszechne miejsce. Nie prowadzą tam żadne ślady, próżno szukać… Właściwie w próżni próżno szukać czegokolwiek. I nikt nie usłyszy.
nie
nie umiem być bardziej
kaptur
Prawie wszedłem wczoraj pod samochód. Bo kaptur na głowie, słuchawki w uszach, noc niemalże nieprzespana. Dało mi to do myślenia i wiem w czym jest problem: za mało czasu poświęcam sobie. To znaczy sporo o sobie myślę, tylko chyba w niewłaściwy i szkodliwy sposób. Więc od teraz nastąpi tu w sposobie myślenia drobna zmiana. Zamierzam się też częściej obdarowywać. Impuls – proszę bardzo. Moim gitarom też należy się jakiś mikołaj.