hełp

Diane, ostatnio próbowałem komuś pomóc. Na przestrzeni paru miesięcy odezwałem się do trzech osób będących w potrzebie. Jedną chciałem wesprzeć duchowo, drugą materialnie, trzecią na wszelki wypadek. Bezinteresownie zupełnie. Dwie z tych osób znam osobiście. Ludzie pomagają sobie z różnych powodów, moje są ich wypadkową: po pierwsze mogę, po drugie miło byłoby się poczuć komuś potrzebnym, po trzecie byłoby to jakieś zadośćuczynienie. Bo nie zawsze jestem tym dobrym. Okey, chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle. Znane mi osoby przeczytały moją wiadomość i w żaden sposób nie odpowiedziały. Na e-mail wysłany do tej trzeciej pewnie już się nie doczekam odpowiedzi. I teraz zastanawiam się po jaką cholerę niektórzy otwierają się publicznie ze swoimi problemami, czego oczekują, skoro na realną propozycję pomocy nie są w stanie odpisać choćby jednym zdaniem. Czy wystarczą im lajki, serduszka i komentarze pod rozpaczliwym postem? „Przytulam” napisane przez kogoś, kogo nigdy się na oczy nie widziało? Całe media społecznościowe, internet w ogóle, miały nas podobno do siebie zbliżyć, ułatwić pewne rzeczy, a czym się stały, skoro tak łatwo przychodzi nam zignorowanie czyjejś wyciągniętej ręki? Przecież to tak, jak minąć się na ulicy i nie odpowiedzieć na przywitanie. Co zresztą i w życiu rzeczywistym nie raz i nie dwa mi się przytrafiło. Co ja tu w ogóle robię? Deszczem rozpadam się w bok.

le moi

Diane, przerzucam się na picie małych kaw. Trochę na podobieństwo Lemmy’ego, który po którejś wizycie u lekarza zamienił Jacka Danielsa na wódkę z sokiem pomarańczowym, twierdząc, że tak jest zdrowiej.

boj się

Usiłuję złapać tego migającego między drzewami gościa gościa. Niekiedy widzę jego plecy tuż przed sobą, częściej na swoich czuję jego gorący oddech. Rzeka nie jest morzem, piana nie gasi ognisk, opium się wieczni tli, Marzanna nadal się śni. Kajdany krzywdzące kogoś rozwiane. Wolny, choć spoglądający nerwowo przez ramię.

stim

Najlepszą parę tworzę z parą. Zaokrągla krawędzie, koi, otulony nią czuję się bezpiecznie. Aż się nie chce wyjść z kabiny. Gdybym miał wodoodporny laptop, pisałbym już tylko stąd.

łada samara

Umieranie zaczyna się już w szkolnej ławce. Kolega przesiada się do kogoś innego, ty zmieniasz szkołę. Słońce coraz częściej świeci pod ziemią. Któregoś dnia nie docierasz na jakiegoś spotkanie, ktoś wymazuje słowa zaadresowane do ciebie. Rozpływasz się w poczekalni.

tra tata

Nadal nic nie wiem. Ale mógłbym być tragarzem. Bloki w słońcu są przepiękne. Klatki schodowe są elastyczne, więc nie pierdolcie mi panowie od transportu, że się nie da. Wszystko się da. Chodzi o odpowiednie stężenie. Mogę to robić do końca życia mojego kręgosłupa.