wybacz
bywam ostatnio sową
nieswojo się z tym czuję?
wybacz
bywam ostatnio sową
nieswojo się z tym czuję?
Bożesz Ty mój, przemień moje wszystkie winy w wina. Przecież jesteś z tego znany. Na papierze to tylko zmiana jednej litery, właśnie tak łatwe powinno być to dla Ciebie. Rozsmakowałem się jak wściekły. Białe, czerwone, półsłodkie, półwytrawne, wytrawne – nie ma różnicy. To znaczy oczywiście jest, tylko wszystko jest tak samo pyszne. Tylko inaczej. Inaczej niż zwykle.
Boję się zasypiać. Przynajmniej tak jest w mieście. W tym papierowym bloku. Zaczynają ciążyć powieki, a ja dobrze wiem, że łatwo nie będzie. Rytuał jest zawsze ten sam. Trudno przychodzi mi opuszczenie kabiny prysznicowej. Kładę się spać, a serce już przyspiesza, tylko czekam na jakiś odgłos mącący mój względny spokój. Wystarczy kichnięcie u tych u góry. Lepsze to niż kłótnia, dawno się nie kłócili. Za to facet częściej się śmieje, co jest chyba jeszcze gorsze. Tak głupiego rechotu dawno nie słyszałem. Właśnie – rechot, idealne określenie na wydawane przez niego odgłosy. I zawsze tak w okolicy północy, wcześniej nie ma u nich życia. Wniosek z tego taki, że powinienem kłaść się spać dużo wcześniej, najlepiej przed dwudziestą drugą. Problem w tym, że nie umiem, nie da się. Dopiero o tej porze mam chwilę dla siebie. Nie zgadzam się, aby życie upływało tylko na pracy i obowiązkach domowych, nie na mojej zmianie. Wolę chodzić niewyspany. A ta brzęcząca wszystkimi szerszeniami czarna matowa kula wpatrująca się we mnie kiedy nie mogę zasnąć wcale nie jest znowu taka straszna.
Wykwit dymu wykwitł hen. Nowych bloków szarych wysypka. Posypką balkonów jedynie różniącą się od tych starych. Na mijanym parterze ktoś przerwał świętami remont. Widok na krzkoki i składane krzesełko, na coś, na nic. Podobne nazwijmy to podwórko kiedyś miałem na bliźniaczym parterze. Remontując tamto mieszkanie już mi coś mówiło, że sprawy nie potoczą się tak jakbym sobie tego życzył. Zaczęło się w sumie jeszcze wcześniej, zaczęło się od tego, że nie będziemy mieli kota. Potem mogłem sobie życzyć w zasadzie tylko wesołych świąt. I przez lata stawałem się filmem z lat 90tych. Mieszanką gorzkiej komedii romantycznej z groteskowym thrillerem. Którąś kopią z bazaru. Z tytułami wyklepanymi na maszynie do pisania. I z amatorskim lektorem.
umyłem zęby kremem
przyszedłem do pracy godzinę za wcześnie
a Ty co dzisiaj zrobiłeśłaśbumtaradaś nie tak?
nikt pode mną nie przejeżdża
choć zmieniam barwę oczu
kieruję przeważnie donikąd
winę zwalając na ślepotę torów
ach gdyby tak istniał przycisk za pomocą którego można by wysłać na księżyc wszystkie te rozsypane po mieście hulajnogi wraz z ich użytkownikami – naciskałbym
Możliwe, że gdzieś tam jest lodowisko. Albo zamarznięta rzeka, jezioro. I może ona tam kreśli łyżwami przewrócone ósemki. Całkiem możliwe, że występuje rumieniec i opięty jeans. Brunetka. I mam nadzieję, że nikt ukryty w zaroślach jej nie obserwuje. I że nie czuć swądu palonych opon.
Musiał długo stać zamyślony, zapatrzony w łazienkowe okno, bo zdążyły mu zmarznąć stopy. W tym domu zimą zawsze było zimno i nie miało to nic wspólnego z odwiecznymi prawami natury. Kiepskie ogrzewanie i brak progu w drzwiach wejściowych z jedną klamką. Miało to swoje plusy, opuszczając to miejsce nie było się o co potknąć. Łazienka była brzydka, głównie ciemnoniebieska, przechodząca dla odmiany w granat. Ponieważ umywalka służyła też za zlewozmywak, ilość schnących szklanek, kieliszków i talerzy porozkładanych tu i ówdzie sprawiała, że pomieszczenie kojarzyło mu się z gigantycznym żyrandolem. Albo ze szkiełkiem znalezionym na podwórku pewnej kamienicy, nie pytajcie. W jego żyłach wrzał alkohol, w mózgu zastygał tetrahydrokannabinol, a niewidzące spojrzenie omiatało przyszłość. Nie rysowała się w różowych barwach, w zasadzie nie było tam niczego ciekawego. Przynajmniej dojrzał stamtąd tym ukrytym pod włosami na potylicy okiem, że symbolicznego progu dorosłości próżno tu szukać. No tak, drzwi wejściowe. W szparze przy podłodze ręcznik, i ta jedna klamka… Śmiechy z pokoju obok wybudziły go z letargu. Otrząsnął się, wrócił chwilowo na swoje miejsce. Nie zdawał sobie sprawy, że będzie tak wracać co jakiś czas.
maszyny nie płaczą
maszynom nie płacą
infekcja usunięta, dusza ulepszona