Parę dni temu o nieistniejącej godzinie zalałem sobie kawę zimną wodą i nie wiedziałem co to będzie, co to będzie, w dodatku nie byłem nawet w stanie oglądnąć Predatora w telewizji. Minęło niewiele czasu, upłynęło trochę kilometrów i teraz mniej więcej wiem co dalej. Kawa smakuje wybornie, bo woda z kranu tu lepsza, tu tęcze i jednorożce, zamiast deszczu lekarstwo na raka, w ogóle „bez krwi” i wszyscy „czerwień znają z soku wiśni”. Skończyły się przeszkody, koniec, to już za mną, choć trochę nie do wiary. Dwa spędzające sen z powiek poważne tematy zamknięte. Koniec. Szlus. Over. Kropka. Bez kreski. Zaraz idę w góry, te nie za wysokie.