ciąg nick

w myślach wypowiadam życzenie chcę być normalny i automatycznie poprawiam się nie dla siebie nie o sobie przepraszam że świat nadepnął mi na odcisk choć przecież mam pewność że trzeba najpierw moje a reszcie na pohybel chyba nie do końca tak potrafię ale tym razem chciałbym najpierw naprawić siebie żeby innym więcej siebie dawać niewypowiedziane słowa uwędzone w dymie być może tym razem dokonają cudu nie wpuszczą nigdy więcej nie dopuszczą by nie myśleć patrzę w niebo przecinane samolotami albo posypane wściekłym kwitnięciem by nie myśleć z całych sił odwracam wzrok

czasu wehikuł

Niekiedy używam bezlitosnego wayback machine, żeby poczytać fragmenty moich dawno skasowanych blogów. Towarzyszy temu uczucie zażenowania, trochę z powodu grafomanii, ale chyba głównie dlatego, że przez tyle lat od pewnych rzeczy nie udało mi się uwolnić. Do niedawna przynajmniej, bo teraz mam czterdzieści lat i jestem innym, wyluzowanym i lubiącym czytać na balkonie, człowiekiem. Dziś jednak natknąłem się na coś takiego, co uznałem za fajne (jak ja, jak balkon), więc wklejam to tu.

Przywołuję windę. Zjeżdża z góry a ja od razu wiem co się za chwilę stanie. Rozsuwają się drzwi, wysiada jakaś para. Klasyczny błąd, to pierwsze piętro proszę państwa, a nie parter. Ona chyba nawet atrakcyjna blondynka, on chyba raczej szary. Piszę chyba, bo rzadko kiedy patrzę komuś w oczy, a oczy osadzone są w twarzach, więc mogłem czegoś nie zauważyć, mogę się mylić. Para dostrzega swój błąd mniej więcej w tym samym momencie w którym połowa ich ciał mija próg windy. Mogą jeszcze zawrócić, przecież nie jest za późno, zamiast tego jedno i drugie odzywa się mniej więcej w ten sposób:
– Achsśrrrzzzzpttt… – mówi ona.
– Anopszzzzssseeechhhśśśsss… – mówi on.
Typowy bełkot chwili niezręcznej. Sam tak często miewam.

śtyry

Jakoś tak niepostrzeżenie kilka dni temu stuknęła mi czterdziestka. Obyło się bez żadnych romantycznych, mistycznych czy nadprzyrodzonych okoliczności. Następnego dnia nic mnie nie bolało, więc być może umarłem. W każdym razie w niebie raczej się nie znalazłem. Trochę nie do wiary, trochę nic się nie zmieniło. Może tyle, że przestałem uciekać przed życiem. Poczułem się tymi wszystkimi ucieczkami zwyczajnie zmęczony, w końcu mam już swoje lata, prawda? Tak więc nie uciekam życiu, mimo że obdarowało mnie właśnie niedoczynnością tarczycy. To tak na marginesie. Z różnych innych prezentów które otrzymałem muszę wyróżnić kindle’a, bo chyba najbardziej mnie ucieszył, głównie przez to, że się go kompletnie nie spodziewałem. Kindle jest fajny. Przypomniałem sobie o tym, że balkon służy nie tylko do wywieszania na nim prania, tak więc wieczorami siadam na balkonie z kindlem i czymś do picia. Balkon też jest fajny.