do kąt

W tym labiryncie prostych pomiędzy księżycami to jeszcze ja czy już tylko dym z dopalającej się pochodni? Ślizgam się na kapiącej ze mnie smole, tracę równowagę, upadam, a mój płaszcz przy każdym piruecie uwalnia jednego nietoperza. Wypuszczam ich całą chmarę w kierunku ciał niebieskich. Wodzę za nimi spojrzeniem, a śnieg cicho skwierczy osiadając na odsłoniętym kawałku twarzy.

Jedna myśl na temat “do kąt

Dodaj odpowiedź do tcdtc o jakiejś godzinie której nie ma Anuluj pisanie odpowiedzi