tytuł być musi

Dziewczyno, nie wiem co się ze mną dzieje. Wilgotnieją mi oczy na wieść o śmierci ojca kolegi z pracy. Czasem wilgotnieją na filmach, niekiedy tych rysunkowych. W pracy to wszystko wlewam do jednego tygla, podgrzewam i zakochuję się na milion sposobów. Wracając do domu nienawidzę ludzi, tych co tańczą w rytm słuchanej muzyki i tych szczęśliwych ze sobą. Rankami umieram, ogarnia mnie czarna wiosna. Wtedy najbardziej nie wiem kim jestem, nie wiem jak do tego doszło. Niechęć synowi i nienawiść po drodze, znów do roztańczonych i szczęśliwych. A największa do samego siebie. Nie wiem, dziewczyno, nie wiem.

sekretne okno

Bezsennością i niepokojem wywalczam taki oto widok z okien. Tym razem wszystkie na jedną stronę, może to i dobrze. Źle, bo nie czas na to wybitnie, z drugiej jednak strony czekając na odpowiedni moment ryzykuje się tym, że się można nie doczekać.

Którejś nocy przechodziłem pod oknami dawno niewidzianego… chyba przyjaciela. Przynajmniej do niedawna tak sądziłem, że jeżeli kogokolwiek z mojego otoczenia mogę tak nazwać, to tylko jego właśnie. Pogubiłem się już w tym, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. Pandemia skierowała go na tak wyalienowane tory, że ja ze swoją aspołecznością jawię się przy nim niczym rasowy lew salonowy. Brakuje mi go, o czym pod wpływem impulsu postanowiłem go w dowcipny sposób powiadomić. Zrobiłem zdjęcie oknom jego mieszkania i wysłałem mu z wiadomością w stylu „No dobra, pewnie jutro będę tego żałował, ale chciałem Ci tylko napisać, że brakuje mi Ciebie, gościu„. Po chwili namysłu dodałem jeszcze, że nie, nie śledzę go, po prostu mieszka obok całodobowej apteki do której musiałem pójść. Jego lakoniczna („O ja pierdolę”) odpowiedź którą przeczytałem następnego dnia rozczarowała mnie, choć nie zaskoczyła. Chyba już za bardzo się od siebie oddaliliśmy. Ale gdyby coś, mam tę świadomość, że wyciągałem rękę wielokrotnie, tak jak umiałem.

klup

No przecież, że w słońcu. Sierpniowym, wrześniowym, nieistotne. Matowym w każdym razie. Na drzewie, trzepaku, nad rzeką, ziemią. Pierwsze wszystko. Soczyste i niepowtarzalne. Tęsknię każdą komórką ciała. Już nigdy nie będzie. Tego, tych, takich, takiego. Tak.

słońce też gnije

Wychodząc rano zapominam o perfumach. Moje myśli błądzą wszędzie, od któregoś z kręgów piekieł do siódmego nieba. Wracając wysiadam przystanek dalej, wybieram drogę przez pustą dzielnicę biznesową. Nie chcę widzieć tylu wybierających się na plażę demonów, poczekam aż im park spowszednieje.

si

A może by tak zupełnie przypadkowo wygrać tym razem ze sobą, zamiast odpaść w przedbiegach?

Może po wszystkim uśmiechnąć się do swojego odbicia w lustrze, a nie wybuchnąć gorzkim śmiechem?

Może zwyczajnie dorosnąć, wymazać z pamięci wszystkie cofnięcia się w rozwoju?