kompletnie ubrany to poker do którego zasiadam
nie wchodzę i nie sprawdzam
właściwie nie pasuję
nie muszę uciekać się do blefu
za to twarz jak zwykle zdradza aż za wiele
znaczone karty trzymam przy orderach
nowa talia nie wchodzi w grę
kompletnie ubrany to poker do którego zasiadam
nie wchodzę i nie sprawdzam
właściwie nie pasuję
nie muszę uciekać się do blefu
za to twarz jak zwykle zdradza aż za wiele
znaczone karty trzymam przy orderach
nowa talia nie wchodzi w grę
Trzeci miesiąc wstrzemięźliwości świętuję w osobliwy sposób: rozmową ze współpracownikami na temat picia w pracy jednego z nich. Z czego sam fakt picia jest tylko jednym z paru istotnych zastrzeżeń co do niego. Nauczony doświadczeniem nie zignorowałem ostrzegawczych kontrolek, które zapaliły mi się w głowie po kilku przeprosinach i obietnicach natychmiastowej poprawy ze strony zainteresowanego. A gdy dodatkowo wręczył każdemu z nas po paczce toffifee z wsuniętą do środka karteczką z napisem „przepraszam”, miałem już pewność – coś zostanie odwalone za jakiś czas. Optymistycznie zakładałem dwa tygodnie, racjonalnie – dwa dni. Jakież było moje zaskoczenie, gdy kilka godzin później kolega zameldował się w pracy nie dość, że pijany, to jeszcze zapłakany. Cóż, jest gorzej niż myślałem. Historia jednak faktycznie kołem się toczy: jakieś dziesięć lat temu w innym miejscu i z innym człowiekiem przerabiałem dokładnie to samo. A co będzie dalej? W obecnej sytuacji nie da się niczego zakładać. Najlepiej spodziewać się niespodziewanego. A będzie to, co będzie.
wracając do siebie rybnymi zaułkami tradycyjnie w walce o zainteresowanie przegrywam z wolnymi miejscami siedzącymi
Odjęto mi kawałek tortu, więc odtąd oddycham witrażami. Przekuwam dotychczasowe doznania w warte uwagi pociągnięcia pędzlem niczym smyczkiem. A może odwrotnie, zarządzam odwrót? Wracam więc, a napotykam wciąż tych samych ludzi i słyszę wciąż te same dźwięki. Potwierdza to moją teorię, że na świecie napisano tylko kilka utworów, reszta to wariacje na ich temat. I że ludzkość składa się z sobowtórów. Co prawda nie wszystko co napisałem tutaj jest prawdą.
a każda ściana to zwierciadło
w środku i poza
z podwójnym dnem
wchodzę w sobie tylko znany świat z przepowiedni
przepadam w nim odpowiednio zauroczony
alchemią tańca obwiedni
Jakoś tak więcej mnie jest, mimo że ważę mniej. Przestałem być ważny ;). Ach, te moje niejednoznaczne zabawy słowne… Proszę nie brać tego do siebie, trzeba mi to oddać. Od ponad dwóch miesięcy przebywam w stanie nieważkości. Nie chwaliłem się tym wcześniej, bo i po co, zresztą miałem przecież już w swoim życiu półroczny epizod abstynencji, który dosyć szczegółowo tu opisałem, żeby potem usunąć. Wtedy walczyłem z depresją, teraz… właściwie sam nie wiem. Z jednej strony po prostu zatęskniłem za stanem wstrzemięźliwości, bo czułem się wtedy świetnie, jak nigdy dotąd. Z drugiej – coś mi przeskoczyło w głowie, że powinienem to zrobić. Że czas na zmiany, że trzeba o siebie zadbać. Łatwo nie jest. Nie chcę się wdawać w szczegóły, napiszę tylko, że ja z tym nie mam w ogóle problemu, natomiast moje otoczenie przeżywa to moje niepicie silniej ode mnie. No trudno, co zrobić. Ja trwam.
przez cały dzień biegałem po wrzosowiskach trzymając ramę okienną
nikt nie poprosił mnie bym został na dłużej
cieszmy się zastaniem tym razem z osobna nieopodal czasu zaprzeszłego
zanim wielokrotnie wydarzona przyszłość da osobie znak