całując

Być może nadejdzie taki moment, w którym muzyka będzie ratować mi życie. Będzie musiała. Być może. A może nie nadejdzie. Kto to wie, bo ja nie. Zbudzony ul, oślepiające słońce, ucałować jedno i drugie. Choć do ust rwie się raczej wiatr, złośliwie niosąc ze sobą papierosowy smród. Myślałem, że te już wyginęły, że są już tylko elektroniczne.

kalendarz adwentowy

Zakochałem się w Twoich oknach. Już na samym początku, gdy jeszcze nawet nie wiedziałem dokładnie na co one patrzą. Mniej więcej w tym samym momencie rozpocząłem swoją wielką pieszą wędrówkę, wklejanie Twojego obrazu w rozświetlone szyby obcych mieszkań było moją rozgrzewką na początku trasy. Marsz trwa i choć nie twarzyszą mi opancerzone transportery z uzbrojonymi żołnierzami, to za każdym razem gdy zwalniam mam uczucie, jakbym był na celowniku. Świat trzyma mnie na muszce, tylko czeka aż zgubię krok, potknę się o własne nogi. Nie sądzę, żeby przysługiwały mi trzy ostrzeżenia, dlatego wolę utrzymywać stałe tempo. Nie dam się wyeliminować. Co jak co, ale poczucie rytmu to ja mam. Są chwile, kiedy widzę się na mecie. Widziałem ją już raz z przystanku autobusowego. Ależ to był piękny widok, doprawdy w całym swoim życiu… A więc dążę, dopingująco przeklejając po drodze.

poprze rwie

Pytasz co u mnie, kolego z pracy? To samo, co od miesięcy. Od lat w zasadzie. Dekad! Z każdą jebaną chwilą próbuję wzlecieć nieco wyżej, odbić się trochę silniej. Unieść się, ale nie gniewem, gniew zawsze ciągnie w dół. Nie opadać, odfrunąć tak naprawdę. I wiesz, kolego z pracy, co jest w tym najtrudniejsze? Otóż to, że już wszystko wiem. Nie mam wątpliwości. Wiem jak. Wiem którędy i dokąd. Wiem po co. Przy ziemi trzyma mnie jeszcze tylko zakleszczenie się z paradoksem. Otóż uczę się walczyć z przeciążeniami, próbuję się na nie przygotować, a przecież jeszcze nie wystartowałem. Mimo wszystko czuję, że gdy następnym razem zapytasz mnie co robiłem przez ostatnich parę dni, to odpowiem ci, kolego z pracy, zgodnie z prawdą: latałem. Latałem i jeszcze nie wylądowałem. Bo już nie zamierzam.

⏩️

Jest potrzebny przeszczep, transfuzja, wlew. Cokolwiek, byle szybko. Weź co pod ręką, wkłuj się w żyłę, w mózg, w serce, w gałkę oczną, w trąbkę Eustachiusza, w co chcesz, nie trać czasu. Zaaplikuj mi coś z lat 90tych. Czekaj, sam po to pójdę. Trzeba się wspinać po talerzach anten satelitarnych, a ja to potrafię. Wyżej, coraz wyżej, ffw, vhs, już to mam, trzymam, trzymam więc mogę się puścić, nie opadam, nie spadnę, mam to. Po prostu wprowadź mi to w ciało. Rozetnij mnie automatyczną sekretarką i rozpocznij przeszczep, transfuzję, wlew, cokolwiek.

pianissimo

W tej czerwonej pianie utknąć na zawsze. Czerwoną pianą wypełnić umysł, nie będąc pijanym. Słyszeć już tylko odgłosy pękających banieczek, a nie jęk umierających szarych komórek. Chwytać odbite spojrzenie tysiąca oczu, chroniąc własne od podkrążenia. Krążyć tylko wokół tematu. Nie dbać o pokój na świecie, mieć pokój z widokiem. Na siebie, gdybym brał udział w teleturnieju. Na fortepian, żebym nie musiał go zasłaniać. Proszę nic na nim nie kłaść. Wiem, że solidna mieszanka najlepszych gatunków drzew sporo zniesie, ale wnoszenie go tu po schodach było wystarczająco wyczerpujące. Zwłaszcza dla niego. Bo drewno pracuje, drewno oddycha. Dajmy mu uspokoić oddech. Co jakiś czas przecieram go delikatnie mikrofibrą z dodatkiem specjalistycznego płynu. Niekiedy celowo daję go trochę więcej niż jest zalecane, lubię patrzeć jak się pieni.