żywnie

Silne deja vu, choć prawie wszystko nie tak. Niemniej daleko. Ciemno, chwilami głośno. Brak owadów i otwartej przestrzeni, może nie ten stopień zmęczenia, nadrabiam znużeniem. Jestem trzeźwy, nie palę, nie mam na czym zawiesić wzroku, nie wiem czym się ratować. Myśli nadciągają na sygnale, jak do pożaru. Albo tylko oświetlają wszystko niebieskimi refleksami, przyczajone gdzieś jak karetka pogotowia nocą pod blokiem. Wychodzi na to, że powrót nigdy nie cieszył, przynajmniej nie do końca, a z pewnością nie od początku, więc teraz tym bardziej nie. W drodze powrotnej nie da się zasnąć na siedząco, bo przecież nie siedzę. Nigdy nie siedziałem, zasiedziałem się za to. Ale teraz głównie stoję, oho, jakże ja stoję czasami, jak nigdy w życiu. Albo chodzę, bo o to głównie chodzi. Smutno. Smutny. Smutek przed burzą, a po burzy przedpokój.

lawa

To nie jest tak, że nic nie można zrobić. Nigdy tak nie jest. Mogę pstryknąc palcami, klasnąć w dłonie, z całych sił nadepnąć kałużę. Nie bacząc na to, czy ktoś się przygląda. Mogę iść ulicą z uśmiechem na ustach, nawet jeśli trochę chorym i nieobecnym. Mogę napić się kawy. Mogę łykać łzy w półkroku. Mogę na nic nie liczyć i wszystko kłaść na szali. Mogę zasnąć lub nie. Mogę się nawet nie obudzić, zresztą chyba nigdy tak do końca to nie nastąpiło. Wszystko, byle nie przyglądać się tej zawieszonej w powietrzu zawartości lampy lawa. To tak z braku lepszego określenia, bo ani to świeci, ani cieszy oko, zwłaszcza w czarnym kolorze. I choć wiem, że podąży za mną krok w krok, to ja w dalszym ciągu nie będę patrzył w jej stronę.

04.09.25.

Diane, jest czwarty września, godzina siódma osiemnaście. Chciałem przekazać ci instrukcje, na wypadek… no właśnie, nie bardzo wiem czego. I o co niby mógłbym cię poprosić. O zatankowany po korek samochód? Nie dojadę tam, dokąd się wybieram. Poza tym wcześniej wspomniałem o wypadku. Tak, wiem, innym, ale zadziałało tu jakieś pisanie wsteczne, wolałbym więc już nie prowadzić. Chodziło mi o to, że jak już się WYbiorę, to być może będę chciał wrócić. Ale wtedy ten ktoś to nie będzie ja. Pamiętaj. Możesz spróbować zrobić test z monitoringiem w biurze, jeżeli nabierzesz najmniejszych wątpliwości co do synchronu nagrania z rzeczywistością – strzelaj.

pas

Pasem startowym po plecach, by wylądować. Osadzić się gdzieś, dosadnie. W ślad za pasem pełen wdzięku dźwięczny rozdźwięk. Za pan brat z niejedną kryjówką, skrycie skrzącą się tuż pod powierzchnią tafli teflonu. Po pas brodząc w gąszczu telefonów alarmowych by samopas zatrzymać się na popas. Czarnej taśmy pasek na oczy, srebrnej na usta.

nici

Nie mogę się powstrzymać. W przestrzeni poprzecinanej nićmi wypuszczam strzałę na oślep – którąś z pewnością przetnie. Na szyi nie ciąży mi metal który nie istniał, on w ogóle nie istniał w moim życiu, jedynie wybrzmiewał, na coś więcej byłem zawsze zbyt miękki. To samo się tyczy blizny pod okiem, wszelkie ewentualne znaki szczególne znajdują się gdzie indziej, ukryte przed wzrokiem wyrazów bliskoznawczych. Dopiero teraz ślady stóp wychodzą ze mnie powodując osłupienie. Słup.

słup + słup = krzyż

3 x słup = szafot

(∀) słupów = stos

bjutiful pipul

Witam was wszystkich, o piękni ludzie, i zapraszam do nieustannego mówienia o sobie, ewentualnie do mówienia mi jak mam czuć i co robić. Usiądźmy, najlepiej w kółeczku, może być przy ognisku, a jeżeli przy domowym, to już w ogóle. Wiem, nie macie z reguły żadnych pytań, chyba że chodzi o takie w stylu „czy możesz krzyczeć z bólu trochę ciszej?”, albo „to nie mogłeś na czas tego spotkania wysilić się i nie pokazywać niczego po sobie?”. Pozwólcie zatem, że to ja będę pytał. A więc co sprawia, że na zdjęciach jesteście tacy szczęśliwi? W waszych oczach, nawet jeżeli nietkniętych uśmiechami, próżno szukać pustki. A ona pozostawia ślady, możecie mi wierzyć. Czy kiedykolwiek wątpicie? Czy dopuszczacie do siebie myśl, że coś jest nie tak? Czy wasze uczucia słabną? Jeżeli tak, to co jest waszym paliwem? Jeżeli nie, to jakim cudem? Jestem bardzo ciekaw, czekam na odpowiedzi. Tylko błagam, nie próbujcie nawet doszukiwać się sedna problemu w kimś z zewnątrz, albo w jakimś znudzeniu, fanaberii, kryzysie wieku średniego, bo zakończy się ta dyskusja zanim zacznie, a ja zostanę tylko z tym mglistym wytłumaczeniem, które sam sobie sporządziłem. Mianowicie chodzi o to, że pod waszą powierzchnią nie ma tego, co wije się we mnie. Wije, toczy, zżera mnie od środka, ma pamięć przechowującą absolutnie wszystko. Wszystkie rozczarowania, tęsknoty, żale, zaniedbabnia, niepowodzenia, porażki i krzywdy, wszystko co doświadczyłem w starciu z dorosłością.

doppelganger

Ciekawe – chcąc zalogować się do panelu aby utrwalić te parę wrażeń wpisałem bezwiednie adres nieistniejącego od lat ownloga. Szkoda tamtej platformy, szkoda tamtych czasów i blogów. Kiedyś to były blogi.

Dlaczego niby mam nie mieć prawa do kryzysu? Do załamania? Do tęsknoty i dążenia do szczęścia? Czemu tak uważasz, lustrzany odbiciu? Czemu podkopujesz resztki zaufania którymi się obdarzam? Czemu chcesz mnie na starcie pozbawić sił? Jaki masz w tym interes? Odpowiedz, padło wiele pytań. Wiesz co? Nie wierzę w ani jedno Twoje słowo. Zdradziły cię wąsy.

Niektórzy twierdzą, że każdy człowiek ma swojego sobowtóra. Ja jestem przekonany, że tak nie jest. Nie każdy.