migotanie. polirytmia. kołatanie. przesunięte akcenty. przyspieszanie. coraz szybciej, więc gorąco. zwalnianie. ubieram bluzę, chyba gdzieś jest otwarte okno. rozmowy. z pewnością gdzieś jest. z pewnością nie będzie.
oko wykol
Możesz mijając mnie na ulicy chować spojrzenie za ciemnymi okularami, nie odpowiem tym samym. Z różnych powodów. Nie mam nic do ukrycia, ale nawet gdybyś chciał, to i tak tego nie dostrzeżesz. A jeżeli, to nie zrozumiesz. To nie są siniaki, które można zasłonić. Może przydała by się okowita. Oko żegna.
syp
Idź do zsypu, wyrzuć, wynieś. Wysupłaj coś z dna kieszeni, bo tu się wszystko sypie. Nigdy nie zamówiłeś sobie czegokolwiek z posypką, bo nie mogłeś się zdecydować, bo uznałeś że to już ci się nie należy. Zamiast tego uspokajałeś się widokiem kolejowych nasypów. Przejmowałeś się wizją tego, że wysyp pomysłów wyschnie. I rozsypanym cukrem, a potem kawą. Ale… Weź to lepiej zasyp.
dziki miód
próbuję
tym bardziej przegrywam
w tym niedopuszczaniu do siebie
wszystkiego co przykrywa słodycz
zanieczyszcza miód którego
barwa przechodzi ze złota w brąz
jak trzecie niedopuszczalne miejsce na podium
trujący składnik odium
może zmieszać z opium?
otępić pszczoły by ucichł ul
łatwiej sięgnąć po plaster na rany
po miód na moje serce
nie zwracać uwagi na ukąszenia
próbuję
nie ja
„To nie jestem ja” próbuję wtrącić w trakcie słowotoku dobiegającego ze słuchawki telefonicznej. „To pomyłka!”. Patrzę na nie swoją rękę przerywającą połączenie. Za nie moim oknem faluje morze. A może nie, może to jakieś pola, możliwe że wrzosowiska.
3x
Trzy razy. Trzy razy koleżanka z pracy musiała powtórzyć pytanie, aż w końcu zamachała mi przed oczami żebym zareagował. Odjechałem całkowicie na chwilę. Byłem nie tak w sumie daleko, ale z pewnością nie teraz. Czas jest płynem, obawiam się. Piękne kolory, jakie piękne kolory…
tiul
Ależ łatwo potargać ten tiul. A gdy się już to zrobi, okazuje się, że to co skrywał jest jeszcze straszniejsze niż się wydawało. Można oświetlać go na wiele sposobów, ale obraz zawsze będzie przekłamany – po prostu to co jest zanim pochłania światło. Ból jak przy skaleczeniu się zapisaną kartką papieru. Nie dość, że rana na zgięciu palca często będzie dawać o sobie znać, nie dość, że przepołowione słowa tracą sens, to jeszcze pył zaschniętego atramentu brudzi wszystko wokół.
jednym zdaniem
Jeżeli dopadnie cię łut szczęścia i spotkasz kiedyś na swej drodze kogoś z krainy w której piszą po zaparowanych szybach, twój los się odmieni, ba, całe twoje dotychczasowe życie zatrzęsie się w posadach, a tobie, jeżeli tylko starczy odwagi, nigdy nie zabraknie eliksirów.
fale średnie
Niezauważalnie wypiłem tą pierwszą kawę, tę tamtę. Nikt nie widział jak ją przyrządziłem (no dobra, nie ja, ekspres), a mojej uwadze uszło, że w ogóle ją wchłonąłem. Nieistotne. Chyba muszę czasami napisać o czymś błahym. Bo napisać znaczy wcześniej pomyśleć. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale z pewnością zdarza się to od myślenia. Czasem dobrze jest po prostu myśleć mniej. Skupić się tylko na podstawowych czynnościach takich jak wdech-wydech, krok za krokiem. Albo na powtarzalności. Przecież tak naprawdę jestem do bólu przewidywalny. Już dość, naprawdę, nie mam nic do dodania. Mógłbym przestać tu pisać w każdej chwili, bo opisałem już wszystko, niektóre tematy po kilka razy nawet. Tyle tylko, że nie przestanę. To tak, jak z chodzeniem – za każdym razem właściwie ta sama trasa, ale się nie zatrzymam. Może też jak z dźwiękami, przecież znam tylko parę podstawowych sztuczek, trików i oszustw, ale nie przerwę tego. Będę to wszystko robił póki nie umilknie we mnie ten głos, który obiecuje mi, że w jakimś zaułku geograficznomyślowym może być coś jeszcze, coś z czym do tej pory się nie zetknąłem. Tak się to toczy, zupełnie tak jak te litery. Kręcą się i kręca, raz odczytuję taką, powiedzmy „m”, innym razem wypada na „w”, aż nie wiadomo już która jest która. A może przez cały czas rzecz dotyczy jednej? Może to nie ona się kręci, tylko wszystko wokół niej?
słoje
Pulsujące pęknięcia. Pod spodem podświetlona malinowa konfitura. Wszystko powiązane drutem, tym znad rzeki. Dezynfekuję ręce popiołem z ogniska by jak niewierny Tomasz zanurzyć je w szczelinach i wyłowić z nich karmazynową plazmę. Z niedowierzaniem przyglądam się swoim palcom, po czym oblizuję je i z ulgą stwierdzam, że smak faktycznie jest słodki.