w morzu twarzy zastygnąć z niemym wyrazem przerażenia bezsilności zasnąć zaspać obudzić się gdzie indziej ale jeszcze nie za późno zerwać się jak oparzony zdążyć na czas przekonać się że jeszcze nie jest za późno odtąd nie zatrzymywać się stąd dotąd do tej pory było inaczej wiele znaczeń nie przeinaczać już nie inaczej
wskazanie plamy
Mylą mi się już bajki, nie wiem co to za okruch drażnił moje oko przed snem. Kawałek pękniętego zwierciadła? Płatek śniegu? Ziarnko piasku? Poruszało się w przeciwnym kierunku do ruchu gałek ocznych, z pewnością więc było żywe. Mógł to być człowiek, który jakimś cudem utkwił tam, próbując opuścić moją głowę. Próbowałem go wypłakać, nie było to specjalnie trudne. Rano wśród pościeli znalazłem miniaturową szklaną kulę. W środku miała makietę przejeżdżającego przez most pociągu. Gdy się nią potrząsanęło, w odbitym w powierzchni wody obrazie wagonów nie zgadzała się ilość pasażerów.
pokój pełen dziwnych przedmiotów
Widziałem kilka dni temu scenę jakby żywcem wyjętą z tej okładki. Te trudne dźwięki chodzą za mną za każdym razem, gdy naoglądam się nadmorskich drzew. Diane, czy znajdziesz kiedyś czas w ciągu dnia i posłuchasz ich razem ze mną?
niestety
Otwieram oczy. O nie, to nadal ja. Jeszcze nie minął ten czas? Wiem, to tylko moja fantazja, moje marzenie o tym, by zrzucenie skóry było czymś prostym i bezbolesnym. Najlepiej, jakby miało ono miejsce podczas zimowego snu, albo snu nocy letniej. Jakiś proces jednak już się zaczął. Wokół mnie coraz więcej łusek, uważnie im się przyglądam, bo łatwo przeoczyć moment, w którym mogą przeistoczyć się w niewielkie buteleczki. Nie potrzebuję teraz wygładzania kantów, muszę być boleśnie świadomy.
pokój bez ścian
Elektryczność podskórna, prąd stały. Te wyładowania widoczne przez zaciągnięte zasłony to nie oglądana późno nocą telewizja. To nie blask uzdrawiających mikstur druidów. To ja, zepsuta ultrafioletowa świetlówka oblepiona komarami. Pulsuję, ściany których nie ma odpowiadają tętnem. Szumi obecność z daleka, dostrajam się.
o włos
każdy wodorost sprawia że myślę że to ktoś inny
ciężki deszcz
Czy przywieziesz ze sobą deszcz? Muszę to wiedzieć, bo następnych serc nie mogę nakreślić kredą. Niech pada, niech zmyje to wszystko. Niech leje, ugasi ogniska. Może wreszcie się rozpuszczę, może znajdę się za zasłoną.
obręcz
Nie chcę sam poznawać sekretów starego miasta. Jest tu przecież tyle miejsca dla kogoś jeszcze… Mogłaby nas owinąć sobą wstęga wody. Gdyby spacer okazał się za długi, mijane budynki wcieliłyby się w role masażystów. Nawet otulenie rozgrzanym powietrzem brzmi jak opowieść. Taka baśń, w której nie znika się po przywdzianiu biżuterii.
nora
gdzieś pod słońcem na nocnym niebie królicza nora pulsuje miarowo różowym światłem
pomiędzy drzewami taniec robaczków świętojańskich zaprasza paprocie do teatru cieni
światy spokojnie zasypiają obok siebie nie walcząc o oddech
zombie
Pusty. Chwilowy nieumarły zombie. Zaprzeczenie, wybryk, abominacja. Pomiędzy wami, ale jakby za szybą. Kiwnij głową, uśmiechnij się, zaprzecz, roześmiej się w głos. Marionetka ze splątanymi sznurkami, pacynka, której Los trzyma palec w dupie. To nie przeszklone drzwi, to wieko od trumny z plexi. Dziś może tak być, złóżcie mnie.