ślady

Zostawiamy je. Czy tego chcemy, czy nie. Rozsypałem się po całym świecie. Smak tu, zapach tam, wspomnienie jeszcze gdzie indziej. Jesteśmy w tylu miejscach od lat. W czyichś snach, łzach, uszach, oczach. W czyimś dezodorancie, w żutej przez kogoś gumie. W prędkości dźwięku, w szatkowanym przez gałęzie słonecznym promieniu, pod stertą internetowych śmieci.

przekoduj

Nie nadążyłem za tą zmianą. Kontynenty przesunęły się, pozamieniały miejscami. Stonehenge jest teraz pod ziemią, gwiazdy straciły swoją podporę. Wodospady wzlatują ku niebu, słońce wstaje przeciskając się pomiędzy wrakami podwodnych okrętów. Wiatr zasysa, odjeżdżają kolejne perony. Burze w szklankach wody, pożary marynują lasy. Stoję pośrodku tego wszystkiego taki sam jak zwykle, do bólu zazwyczajny, wiecznie na głodzie zmian.

w przededniu

To już jutro. Może jutro to się oficjalnie skończy. Może od jutra będzie po wszystkim. Wiem, przypomina to niejedną refleksję czy nadzieję, której ślady przez lata rozsypywałem to tu, to tam, ale nic nie poradzę, zaklinanie deszczu zawsze wygląda tak samo. Życie przypomina trochę chodzenie po górach. Niby za każdym razem jest tak samo, ale przecież nie do końca. Czasami, żeby odczarować suszę, wystarczy po prostu kogoś ze sobą nie zabrać.

no dobrze

Dobrze jest zrobić coś pierwszy raz w życiu. Na przykład parę dni temu na uroczystej kolacji poproszono mnie o wzniesienie toastu. Opanowałem pokusę zwrócenia na siebie uwagi filmowym zadzwonieniem sztućcem w kieliszek i wygłosiłem niezbyt starannie przygotowaną wcześniej krótką mowę. Zawarłem w niej trochę uczciwych uczuć i szczyptę humoru. A potem czułem się nieswojo. Ale mimo wszystko przyjemnie jest zrobić coś, czego do tej pory nie miało się okazji. Za to dziś jak milion razy wcześniej, ale pierwszy raz od jakiegoś czasu, przespacerowałem się utartymi szlakami z muzyką w uszach i… to dopiero było dobre!

smu

Czasami łapię go, chwytam literalnie za kołnierz i próbuję utrzymać go tutaj jak najdłużej. I ogarnia mnie wielki smutek, bo czuję, że będzie ze mną tylko na jakiś czas. Zawsze w końcu znika, tak jak te wszystkie piękne chwile. Gdzieś w deszczu na czyimś policzku. Czy wszyscy wariaci tak mają?

kaktus

Wróciłem. Wybacz, nie udało mi się napisać stamtąd. To całe morze… We mnie jest jednak jakiś pustynny pierwiastek. Czułem się tam dobrze, bo w końcu plaża to piasek, ale jednak bez zimnych gwiazd nocą, bez przyprawy… Z jednej strony fajnie, ale zabrakło lodu w szklance i załatwiania szemranych interesów na złomowisku. W zasadzie niewiele mam do zaoferowania, więc pewnie nie wsiądziesz do mojego samochodu. Ale gdyby jednak, proponuję przejażdżkę. Szybką, nie zdążę ci wszystkiego pokazać. Zmiana fazy, czerw przekształca się we wrześmiana.