potrzebuję
do bólu serca
potrzeba
potrzebuję
do bólu serca
potrzeba
w tej chwili
natychmiast
zacznij
No i cóż, że dwa księżyce. Twarz pasażera z reguły podświetlona. Trochę szczerości podlanej serum prawdy, trochę przejmującej troski. Czyżby? A co począć z tymi wszystkimi słowami, dla których zabrakło miejsca? Pojawią się kiedykolwiek? Diane, chciałbym mieć okazję… chciałbym złożyć zeznanie. A może brak gór i morza? I same wąsate twarze wokół. Byłby to jakiś ratunek?
i tylko w tych rzadkich chwilach, kiedy przekraczaniu granic samego siebie nie towarzyszy uczucie pustki (bezsensu, rozkładu) czuję, że mógłbym od tego uciec
W pierwszym momencie pomyślałem, że musiałem się gdzieś ubrudzić farbą, albo wapnem. Tylko gdzie niby? Więc pewnie pastą do zębów. Nie, też nie, nie zmywa się. Okazało się, że to po prostu mój zarost. Że ta moja broda, która nigdy właściwie nie wyrosła, jest praktycznie nie siwa, a biała. Diane, i jak ja niby mam Ci wysłać swoje zdjęcie, skoro przestaję się poznawać w lustrze? Ponaciągane, niezdrowe coś, z najczęściej smutnym spojrzeniem – oto, czym się stałem. Mam też wrażenie, że brzydną mi palce. Moje dłonie, mój niegdysiejszy atut, zaczynają przypominać łapska starszego pana. Jezu, tylko czekać, aż pojawią się na nich plamy wątrobowe! Nie no, przesadzam, to jeszcze nie ten etap umierania. Powinienem tu dodać uśmiechniętą emotkę, żeby nie zostać źle zrozumianym. Nie czuję się źle w swojej skórze, dziwię się tylko, że jest ona taka, jaka jest. Bo ja cały czas mam wrażenie, że jest taka, jak ją zapamiętałem. A moja pamięć skończyła się gdzieś z końcem lat dziewięćdziesiątych.
zasypianiem leczenie
„…ludzie-ptaki, ludzie-ryby, ludzie-psy
każdy walczy jedynie ze swym własnym istnieniem…”
idę złorzecząc wszystkim i wszystkiemu
wygrażając słońcu na niebie a na ziemi ludziom dobrej woli
idę otoczony rojem wrzeszczących robaków
a każdy z nich wykrzykuje jedno słowo – „paznokietki”
potrzebowałem
nie uzyskałem
wywiewa spomiędzy kół zębatych
opiłki po całej klatce Faradya
tworząc alternatywne scenariusze