hē hýlē

Utkany wiatrem, w czasach gdy był jedynie mgłą, wymyślił sobie siebie na podstawie nieodpowiednich lektur. I, niestety, udało mu się lepienie. Lepiej, nie? Lepiej nie… Zależy z której strony patrzeć, stety-niestety. Strona jest ważna, z której się patrzy, z której się słucha. Pod jakim kątem pada światło, czy w kącie umiejscowiony jest głośnik. Choć w tym przypadku dudnik, skoro z każdym powiewiem coraz więcej piasku wdziera się między tryby plugawej maszynerii. Na całe szczęście na skutek czterech pór deszczowych oliwienie następuje. Na na na, choć częściej pod pod pod. Efekt tego jest taki, że stron zapisanych w głowie umiejscawiać nie trzeba. Nie zawsze i niekoniecznie.

neony

Jak nie teraz, to kiedy? Pod neonowym światłem dojrzewają rośliny. Wciągam szczyptę normalności. Uspokaja ciche brzęczenie lamp. Żaden czarny rycerz nie jest w stanie nimi władać. Są kruche w niewłaściwych rękach.

już dawno mi się nie śniła

Marzanna, królowa utopców

do której mogłem prosto z mostu

wysuszonego na wiór jak jej wyobrażenia

o tym namiocie do wypełnienia

tlenem, południowego brzegu dymem

przestrzeni między nami ziołowych kadzideł

odwróciłem wzrok, skoczyłem

tuż obok niej taflę dla siebie wypatrzyłem

nakryła mnie znajomą kopułą, kloszem

pod którym nigdy ogień nie kroczył