każdy wodorost sprawia że myślę że to ktoś inny
ciężki deszcz
Czy przywieziesz ze sobą deszcz? Muszę to wiedzieć, bo następnych serc nie mogę nakreślić kredą. Niech pada, niech zmyje to wszystko. Niech leje, ugasi ogniska. Może wreszcie się rozpuszczę, może znajdę się za zasłoną.
obręcz
Nie chcę sam poznawać sekretów starego miasta. Jest tu przecież tyle miejsca dla kogoś jeszcze… Mogłaby nas owinąć sobą wstęga wody. Gdyby spacer okazał się za długi, mijane budynki wcieliłyby się w role masażystów. Nawet otulenie rozgrzanym powietrzem brzmi jak opowieść. Taka baśń, w której nie znika się po przywdzianiu biżuterii.
nora
gdzieś pod słońcem na nocnym niebie królicza nora pulsuje miarowo różowym światłem
pomiędzy drzewami taniec robaczków świętojańskich zaprasza paprocie do teatru cieni
światy spokojnie zasypiają obok siebie nie walcząc o oddech
zombie
Pusty. Chwilowy nieumarły zombie. Zaprzeczenie, wybryk, abominacja. Pomiędzy wami, ale jakby za szybą. Kiwnij głową, uśmiechnij się, zaprzecz, roześmiej się w głos. Marionetka ze splątanymi sznurkami, pacynka, której Los trzyma palec w dupie. To nie przeszklone drzwi, to wieko od trumny z plexi. Dziś może tak być, złóżcie mnie.
q&a
Nad ranem, w tej godzinie która nie powinna istnieć, a ja wraz z nią, odpowiadam na pytania. Często również na te niezadane. Niekiedy nawet uzyskuję odpowiedzi. Mozolnie próbuję na powrót zasnąć, już już z trudem się to udaje, osuwam się w przyjemne odrętwienie, lecz nagle w mojej głowie odzywa się dźwięk przychodzącej wiadomości. Nawet delfiny i nietoperze nie są w stanie go usłyszeć, ale mnie wybudza ze skutecznością kościelnych dzwonów. Resztki snu odpływają, odpowiadam całym sobą, choć nie odpowiadam za siebie.
crack
Jedyne co powinno boleć, to opuszek kciuka od otwierania orzechów pistacjowych. Tak sobie właśnie pomyślałem, że nigdy w życiu nie miałem żadnego złamania. A ja przecież niedługo pęknę. Rysy, które się pojawiły, są większe od gór, głębsze od głębin, w dodatku z każdym dniem rozciągają się wszerz i wzdłuż. Gałęzie systematycznie podcinane. Korzenie… Nie widzę ich. Są w ogóle jakieś? Zdrowe? Jak daleko sięgają? Za to sęków więcej niż liści na głowie.
ciemno
Śmiechy i szepty. Nie odpowiadam. Siedzę sam w kącie, ciemny jak tabaka. W tym świetle moje oczy pozostają matowe. Powietrze gęste od sierpów ust. Tylko sięgnąć i podciąć źdźbło. Odstawić kieliszek na starą fotografię, niech przemoknie. Utonąć, na dnie nie pada deszcz. Utracić pamięć, w zapomnieniu nie sposób odróżnić szklanej waty od cukrowej.
klik klik
Próbuję za tobą nadążyć w tym zapętleniu. Ścieżki co jakiś czas oddalają się od siebie, by po iluś tam obiegach spleść się na powrót ze sobą. Próbuję liczyć sekwencje, łapię się niektórych słów, stopa rytmicznie wystukuje puls, ale ten jak zwykle przyspiesza i nagle gdzieś to wszystko jest obok, w swoim tempie, w innym czasie. Muszę się na chwilę oderwać, odchylić głowę, w odpowiednim momencie nabrać powietrza jak gdybym za chwilę miał skoczyć do być może rzeki, możliwe że z mostu, po to by wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
…
przez dziurkę od klucza przeciągnij mnie
chciałem tylko zaglądnąć, a zassałem całe światy
ktoś zostawił otwarte okno
przez dziurkę od klucza teraz nie zmieszczę się
drzwi obrotowe ściany z cukrowej waty
jej pasma na deszczu nie mokną