ukrop

Wrzątkiem prosto w popękaną skórę palców. Pamiętasz? To już było. Wszystko już było, oprócz tego, co dopiero nastąpi. Ręka pochłonięta drganiami, drży cały świat różowym, radosnym dreszczem bezpieczeństwa.

deszcz na całym ciele

Kołysze się pokład po którym chodzę. Po czym zaraz znika. Mokre deski które jeszcze przed chwilą czułem pod bosymi stopami ustępują miejsca bezkresnemu morzu. Stąpam po wodzie, lecz nadal słyszę nierytmiczne trzeszczenie drewna i napiętych lin. Może to nie sznury, morze to nie przelewki. Podmuch wiatru unosi mnie odrobinę w górę i następny krok nie napotyka już oporu. Teraz depczę powietrze. Wcale nie lżejszy niż na początku wędrówki, ale niepoddający się grawitacji. Nie opadam, spłynę dopiero z chmury w której się rozpuszczę, nieopodal.

z ciemni

Wywołuję wilka z przeszłości. Wliczam w to liczbę kroków. Za każdym razem staram się, żeby przerosła ona ilość myśli. Zaraz wychodzę, a ty nie siedź za długo, bo dostaniesz… wilka właśnie. A ja sam sobie nim będę.

łódź podwodna

Diane, boję się opuszczać to miasto. Duchy już pobrzękują szkłem uwalniając dżiny. Miałbym niejedno życzenie, ale myśl o potarciu tej lampy przyprawia mnie o nieprzyjemne dreszcze. Niby bym mógł, ale wiem że nie powinienem. Przeraża mnie ta obietnica, że tak będzie łatwiej, bo przecież wiem, że nie będzie. I choć z całych sił nie chcę, to i tak się boję.

zjawisko

Znów o chodzeniu? O oknach mieszkań nie moich? O tym, że niezależnie od pory dnia dobrze byłoby zakłócić kontakt z rzeczywistością? Nie tym razem. Nic nie uda się napisać, bo niebo zaszło chmurami. Przykryły szczelnie słońce już kilka godzin temu i teraz nie wiadomo, czy gdyby przepędził je jakiś wiatr, to które ciało niebieskie by odsłoniły. Nie da się pisać, nie trafiam w litery, idealnej ciemności nie rozświetla nawet ekran telefonu. Nie wiem jakim więc cudem słowa układają się w z grubsza sensowną całość. Widocznie tak po prostu ma być. A może to wpływ tej jednej jedynej gwiazdy, dzięki której mogę jakoś nawigować i obieram właściwy moim zdaniem kurs. Zachodzi tu zjawisko przyciągania nieziemskiego.

m4

Wyrywa się, przyspiesza. Nie chce tu być, woli być gdzie indziej. Zmierza w różne miejsca, bywa, że w niektórych zostaje. Innym razem się zapomina. Bije czasem tak mocno, że pękają ściany, grożąc zawaleniem. Jest trochę zużyte, ale nie ma aż tak głębokich rys, żeby nie przekształcić je w przytulne mieszkanie. Dwa pokoje, dwa przedsionki. Sporo miejsca, wbrew pozorom.

parapet

Krótko śpię, bo przesiaduję na oknach dobrych ludzi. Wyczekuję tego momentu, w którym z zadymionych czeluści pustki przedostają się do naszego świata złe sny i próbują dosięgnąć pilnowanych przeze mnie snów. Odganiam je czym mogę, przepędzam jak tylko potrafię, nie zawsze mi się to udaje, bo przecież sam jeszcze czegoś muszę się trzymać, by nie runąć w dół. Ale bardzo się staram, bo nie widzę obecnie innego większego sensu. Niekiedy zostawiam po sobie zapach, jedyny ślad mojej działalności. Nad ranem jakaś część mnie wdziera się do wietrzonych mieszkań.