Jesteś tam? Jesteście? Do kogo mogę się zwrócić? I jak mam się zwracać? W tym pomieszczeniu wypełnionym dymem kadzidła nie odczuwam żadnej obecności. Chyba nigdy jej nie poczułem. Czy istnieje ktoś, do kogo mogę skierować moją prośbę? Nie proszę o wiele, a w zamian mogę oddać wszystko co mam. Niech ktoś to wykorzysta.
koty
Park. Na gałęziach wiszą uśmiechy. Odprowadzają mnie wzrokiem.
co wtedy
Mogę oszukać wykrywacz kłamstw. Mogę zmylić każdą aparaturę medyczną. Mój mózgna zdjęciach z tomografii wygląda jak przecięty na pół owoc kiwi. Wynik jest mocno nieprecyzyjny, ponieważ wirujące pestki nieustannie wprowadzają w błąd ośrodki odpowiadające za zmysły. Mogę przesuwać przedmioty siłą woli.
sens
współczucie współbrzmień współistnieje
wniktnie
Wracam sam. Donikąd. Nieswój. Ciemno i bez… czegokolwiek. Nie zatrzymam się dopóki nie będę na miejscu, bo tylko w ruchu jestem w stanie sprostać grawitacji. W dobrze znanej pustce zasnę albo i nie, przykryty ciężarówką, łodzią podwodną i karetką pogotowia. Ale to jeszcze nie nastąpiło, jeszcze jestem w drodze. Mogłyby mi towarzyszyć gwiazdy, ale jedyne co mnie otacza, to asfalt, cement i beton. Oddaliłem się. Z dala od siebie. I choć daleki jestem od optymizmu, to będę dalej. Nadal. Na dal. Most wstrzymał oddech, ja nie mogę się powstrzymać.
drogowskaz
Droga prostuje myśli skłębione. Droga odkrywa swoje tajemnice. Wyjaśniłem sobie na przykład raz na zawsze zagadnienie dwóch świateł. Droga powoduje zmęczenie nóg, o ileż mniej dotkliwe niż umysłu. W drodze towarzyszą zjawy. Na jedne lepiej nie zwracać uwagi, za innymi należy podążać i próbować je uchwycić. Droga utwierdza w tym przekonaniu.
zza świat
Jest tuż obok. Namacalny, oddychalny. Nienachalny, przemakalny. Zatopiony w słonecznym półmroku. Kieszonkowy, wielowątkowy. Jest jak bluszcz który pokrył ścianę do której dotarłem.
golem
w impulsie światła pomiędzy krokiem a początkiem rytmicznej sekwencji wspomnienie natrafia na ostrze niszczarki przekształcając się w rozciągnięty spiralny wiór pamięciowego śladu odrywa się od chwiejnego rdzenia desperacko utrzymującego się w ryzach czystego papieru i ląduje pomiędzy innymi skrawkami gdzie nierównomiernie mieszają się ze sobą uczucia i możliwości
naderwanie
Wydłużam czynności w nieskończoność po to, by skrócić czas. Mam wrażenie, że już o tym tu pisałem. W każdym razie gdzieś napewno, choć prędzej komuś. Skracam wydłużając, bo już nie mogę inaczej. Nie umiem już żyć bez tego przyspieszenia na podglądzie. Jestem w stanie wytrzymać wszystko, nawet te wcale nie tak znowu nagłe przenikania się światów, ale standardowo zgodny z naturą upływ czasu jest ponad moje siły. Rozciągam więc ten dzień po to, żeby każdy kolejny nastał szybciej niż można by tego oczekiwać. Dawno nie pisałem nocą, zapomniałem że tak się da. Zapomniałem jakie to może być przyjemne. Zapomniałem o wielu rzeczach, ale nie o tym, aby wznieść toast. Co prawda umyłem już zęby, ale to nie szkodzi, dzięki temu to nibywino bardziej przypomina prawdziwe czerwone wytrawne. Mam na myśli smak, na niczym innym mi nie zależy. Prawie piętnaście miesięcy. Za to wypiję. I za ten sens życia poczęty u progu kalendarzowego lata. Dziewięć miesięcy nadżycia.
taxi
Trzeba ubrać na siebie taksówkę żeby być sobą przez chwilę.