Wersje wydarzeń przeskakują rytmicznie pomiędzy nieregularnym pulsem ludzkiego metronomu. Ludzką rzeczą jest chwilami nie nadążać, czasem trzeba przyśpieszyć, podbiec, by za chwilę odpocząć, spóźnić się. Falują powieki zsynchronizowane z żaluzjami, grunt to mieć jakieś światło pod nogami. Poważnie, można po nim chodzić. Nie zabłądzisz, przynajmniej dopóki ktoś nie zgasi latarki. Ale nawet wtedy, jeżeli tylko nie zaczniesz w panice biec w przypadkowym kierunku, pozostaniesz na szlaku. Wystarczy tylko na kogoś poczekać, przeprosić i zapytać o drogę.
usterka
Czasami czuję się jak usterka. Jestem wtedy migającą świetlówką. Kamieniem pomiędzy ostrzami kosiarki do trawy. Pękniętym ekranem smartfona. Kłębkiem włosów w prysznicowym odpływie. Zmieniam bieg rzeczy. Zakłócam.
zew
Pomimo zmęczenia spać potrafiłem tylko poprzedniej nocy. Ta musiała już być poszatkowana wszelkimi typowymi dla mnie objawami: ból pleców, sen o nieudanym seksie, przytkany nos, sen w którym podgrzewam pierogi na patelni. Diane, w hotelu jesteśmy sami. Gdziekolwiek byśmy nie byli, to mam wrażenie, że jesteśmy sami. Każde z nas, z osobna. Miejsce prosi się już o poważniejszy remont, ale budzi z grubsza przyjemne wspomnienia. W bawialni na dole nadal stoi ekspres do kawy, niestety bez najważniejszego składnika – kawy. Na szczęście przywiozłem swoją ze sobą, bo nigdzie na dłużej się bez niej nie ruszam. Pierwszy raz w życiu w tych górach jestem tak bardzo dostrojony do szumu innego miejsca. Pierwszy raz w życiu próbuję przekrzyczeć bezgłośnie odległość, ale nie docieram. Jestem w pełni nieodbierany.
czy inteligentne rowery marzą o elektrycznych owcach?
PRZEKSZTAŁĆ SWÓJ ROWER W INTELIGENTNY ROWER ELEKTRYCZNY!
Cooo? Dziękuję, nie wsiadam na coś takiego, wysiadam tu i teraz, pójdę piechotą. Wybierając własne ścieżki mogę być przynajmniej świadkiem przenikania się światów. Tak jak ten różnokolorowy cień rzucany przez tylne światła parkującego samochodu. Promienie przefiltrowane przez gałęzie żywopłotu wyświetliły na ścianie mieszkalnego bloku obraz nasuwający skojarzenia z rafą koralową albo z meduzą, w każdym razie z czymś bardzo głęboko podwodnym. Wrażenie potęgował ruch manewrującego pojazdu. Czy inteligentny rower wpadł by na to, żeby mi to pokazać?
ukrop
Wrzątkiem prosto w popękaną skórę palców. Pamiętasz? To już było. Wszystko już było, oprócz tego, co dopiero nastąpi. Ręka pochłonięta drganiami, drży cały świat różowym, radosnym dreszczem bezpieczeństwa.
deszcz na całym ciele
Kołysze się pokład po którym chodzę. Po czym zaraz znika. Mokre deski które jeszcze przed chwilą czułem pod bosymi stopami ustępują miejsca bezkresnemu morzu. Stąpam po wodzie, lecz nadal słyszę nierytmiczne trzeszczenie drewna i napiętych lin. Może to nie sznury, morze to nie przelewki. Podmuch wiatru unosi mnie odrobinę w górę i następny krok nie napotyka już oporu. Teraz depczę powietrze. Wcale nie lżejszy niż na początku wędrówki, ale niepoddający się grawitacji. Nie opadam, spłynę dopiero z chmury w której się rozpuszczę, nieopodal.
z ciemni
Wywołuję wilka z przeszłości. Wliczam w to liczbę kroków. Za każdym razem staram się, żeby przerosła ona ilość myśli. Zaraz wychodzę, a ty nie siedź za długo, bo dostaniesz… wilka właśnie. A ja sam sobie nim będę.
łódź podwodna
Diane, boję się opuszczać to miasto. Duchy już pobrzękują szkłem uwalniając dżiny. Miałbym niejedno życzenie, ale myśl o potarciu tej lampy przyprawia mnie o nieprzyjemne dreszcze. Niby bym mógł, ale wiem że nie powinienem. Przeraża mnie ta obietnica, że tak będzie łatwiej, bo przecież wiem, że nie będzie. I choć z całych sił nie chcę, to i tak się boję.
zjawisko
Znów o chodzeniu? O oknach mieszkań nie moich? O tym, że niezależnie od pory dnia dobrze byłoby zakłócić kontakt z rzeczywistością? Nie tym razem. Nic nie uda się napisać, bo niebo zaszło chmurami. Przykryły szczelnie słońce już kilka godzin temu i teraz nie wiadomo, czy gdyby przepędził je jakiś wiatr, to które ciało niebieskie by odsłoniły. Nie da się pisać, nie trafiam w litery, idealnej ciemności nie rozświetla nawet ekran telefonu. Nie wiem jakim więc cudem słowa układają się w z grubsza sensowną całość. Widocznie tak po prostu ma być. A może to wpływ tej jednej jedynej gwiazdy, dzięki której mogę jakoś nawigować i obieram właściwy moim zdaniem kurs. Zachodzi tu zjawisko przyciągania nieziemskiego.
m4
Wyrywa się, przyspiesza. Nie chce tu być, woli być gdzie indziej. Zmierza w różne miejsca, bywa, że w niektórych zostaje. Innym razem się zapomina. Bije czasem tak mocno, że pękają ściany, grożąc zawaleniem. Jest trochę zużyte, ale nie ma aż tak głębokich rys, żeby nie przekształcić je w przytulne mieszkanie. Dwa pokoje, dwa przedsionki. Sporo miejsca, wbrew pozorom.