Wytłumaczyłaś swoim tańcem całe moje zdziwienie sobą. Wytańczyłaś odpowiedzi na te wszystkie dziwne pytania. Dlaczego czasem widzę zatopione w chodniku ledowe przyciski. Czemu uparcie wywołuję u siebie katar. Skąd te nocne przebudzenia i poranne pobudki. Stało się jasne, oświeciłaś mnie. Stoję więc w blasku który od ciebie bije i… nie tańczę. No właśnie.
a kto to, a co to?
rozczarowania między drzewami
Myślałem, że między drzewami zamajaczyły mi od wieczności nie oglądane świetliki, a to były tylko porzucone elektryczne hulajnogi.
Wydawało mi się, że pomiędzy drzewami dostrzegłem pląsającą w tańcu dziewczynę. Jakoś tak podniosło mnie na duchu to, że ktoś w tak bezobciachowy sposób potrafi wyrazić siebie, swój nastrój. Gdy podszedłem bliżej okazało się, że nie dostrzegłem z daleka naprężonej smyczy którą trzymała w ręce, dziewczyna po prostu próbowała utrzymać jakoś równowagę, bo jej pies biegał we wszystkich możliwych kierunkach.
ciekawość
Ciekaw jestem jak to będzie wyglądało dalej, bo póki co strasznie się zmuszam, żeby w ogóle jakoś funkcjonować pomiędzy ludźmi. Nie cieszy ich to co mnie, mnie nie interesuje to, o czym oni gadają gadają gadają gadają gadają gadają gadają gadają gadają gadają gadają gadają gadają gadają… Staję się coraz bardziej nieobecny, co zdaje się zaczyna być widoczne. Zamykam się w sobie, szukam ratunku w sobie tylko znanych rejonach i dobrze, jakoś da się przeżyć, tylko zastanawiam się, czy to na dłuższą metę jest dobre. Dla mnie.
walkilmer
Walka o zdrowe zmysły rozpoczęta chwilę temu. Mam ku temu podstawy, mam doświadczenie i odpowiednie narzędzia. Los jakby wyczuł pismo nosem, bo już rzuca wielokątnymi kłodami pod nogi, czeka na mój pierwszy niepewny krok, na pierwszy upadek. Nie dam mu tej satysfakcji, w końcu mówimy tu o hartowaniu charakteru, heloł. Praca, bo jej dotyczy nieprzepisowe zagranie fatum, i tak w niczym do tej pory nie pomagała, więc co znaczą jakieś tam przetasowania personalne, takie czy inne. Plan jest taki, że wdrapię się na to moje wzgórze. Jak wiele razy wcześniej popatrzę na ten ciąg wydarzeń, który doprowadził mnie do tego miejsca i zaczerpnę z niego co się da. Jak codzień posilę się obecnością niewidzialnych przyjaciół, ci namacalni… nie palą się wspierać. Może to ja wysyłam za słabe sygnały, może zbyt szybko się zniechęcam, ale ten pojedynek jestem w stanie wygrać w pojedynkę. Generalnie pozornie wiele się nie zmieni, ale nic bardziej mylnego.
jak
I tylko jak to możliwe, że będąc tak bardzo przy nadziei, z największą łatwością rodzę łzy?
w pierwszej ławce siedzie nowy
Zawieszam na kołku znoszoną pelerynę. Przemoknięta, wysuszona, zmięta, dziurawa. Przebieram się w mgły uszyte zielonymi igłami, przeglądam się w kałużach. Upewniam się, że nie wszystko jest w porządku, ale mogę iść dalej. Jest to jakieś pocieszenie.
trochę
Odżywiam się pierwszymi spadającymi z drzew liśćmi. To jeszcze nie to oczywiście, te opadają pewnie przez panujące temperatury, ale już jest jakiś przedsmak tego, z czego będę już niedługo czerpał garściami. Nabierał w obie dłonie i dorzucał do tego rozgrzanego dziwnego silnika. I przetrwam jakoś kolejny rok. I tylko trochę żal uciekających słów, nut… Chyba że?
sun
Ale już niedługo. Uwielbiam ten przejściowy okres. Odżywam, zbliża się jesień. Jeszcze jej dobrze nie widać, ale tak usilnie wypatruję, że chwilami dostrzegam. Albo sam siebie trochę oszukuję, co mi w niczym nie przeszkadza. Wakacje powoli przechodzą do historii, wraz z nimi wszystko to, co mnie w nich irytuje. Dopiero teraz się uspokajam, jak zwykle nie wtedy, gdy by wypadało. Nigdy z prądem.
gorący pies
Upał zamraża. Tyle by się mogło, tyle że… W wyobraźni drewno płonie pod palcami. W wyobraźni wszystko płonie.