Wróć i się zgub. Zatrać na chwilę, zapomnij słabości. Utrać umiejętności. Pomostem, widokiem, powidokiem, gdzie łatwiej sięgnąć. Gwiazd sypiących się z głośników, gwiazd z oczu wystrzelonych. Drugich płyt wyśnionych, narzeczonych wymodlonych. Gdzie rozstaje witają z otwartymi ramionami rozstania. Gdzie nałogi lądują z nadzieją w piasku, podczas świtania.
dante
Z pewnością nie jestem sam. Na całym świecie musi być wielu facetów, którzy robią w tym momencie mniej więcej to samo co ja. Jest noc, jeszcze nie jej środek , ale jest już na tyle późno, że możemy mieć problem z zaśnięciem. Jesteśmy ubrani w porozciągane bluzy deathmetalowych zespołów, w których nie wypada nam chodzić na codzień. Skończyliśmy właśnie oglądać film, co do którego nie mieliśmy specjalnych oczekiwań. Ot, kolejny sequel, który powinien w nas obudzić dawnych nas, zarazem nabijając kabzy twórcom. Problem w tym, że… Właściwie nie problem. Zobaczyliśmy siebie. Podstarzałych bohaterów, utytych, z przerzedzonymi fryzurami, ujrzeliśmy nas. Towarzyszyli nam przez jakiś czas, który właśnie dobiegł końca. Będziemy jeszcze trochę zdani na siebie, aż… Powinno to być niepokojące, ale w jakiś sposób nie jest. Nie wiem jak reszta tych facetów, ale ja jestem z tym pogodzony.
ciach! bach!
Zimny półmetek, ochłodzenie stosunków mami obietnicą jesieni. Odczuwam ból fantomowy w miejscu cięć uzbieranych przez lata. Pod wpływem impulsu – ciach! i jakoś to będzie, reszta sama się ułoży, można bez tego żyć. I, co w tym wszystkim najlepsze, jest to prawda. Tylko jestem tym już tak bardzo zmęczony, tym dochodzeniem do siebie… Pozwolisz, że się przysiądę, że chwilę tu pobędę? Od upadku z rowera chodzenie sprawia mi trudność, cały czas mam wrażenie, że zaraz się przewrócę. Schodzę po schodach i bach! widzę się jak lecę, ale krótki to lot, na łeb, na szyję, zatrzymuję się na dole, zawsze na dole, jak ciężko zmusić płuca do zaczerpnięcia tchu, jak trudno jest wstać. I znowu pierwsze chwiejne kroki, aż do następnego lotu.
dystrans
w szlak im iść gdzie szlag chybił niejednokrotnie
w ślad za nimi myśli tego starszego odganiane celnie stawianymi krokami
ani chybi przyprawa odegra swoją rolę
kręgi
Idealnie nierówne, bezpiecznie przytępione. Nie zacieśniające się, pozwalające złapać oddech. Po środku strach na wróble – ja. Ja? Na wróble jedynie? Właściwie dlaczego tak się mówi, jest przecież tyle innych gatunków ptaków, podejrzewam że jeszcze bardziej szkodliwych i dokuczliwych. Czemu mam więc przeganiać tylko te najmniejsze? Powinienem być nowoczesnym strachem, takim z płonącymi oczami, emitującym ultra i infradźwięki. Powinienem.
2 x cinch – din 5
Nie odwiedziłem jeszcze parku, tego jednego z moich, dawnego. W miarę możliwości staram się to robić o każdej porze roku i z pewnością udało mi się to już tego lata, ale jak zawsze mam wrażenie, że od ostatniej wizyty upłynęło sporo czasu, za dużo wręcz. Zrobię to w sierpniu, pewnie nie raz. To uzależniające. Ale tam najwyraźniej udaje mi się niekiedy dostrzec plecy tego chłopca, dla którego parkowe alejki stanowiły koniec świata. Granice przesunęły się jakiś czas później za sprawą discmana Sony podłączonego do wzmacniacza w jakiś śmiały i nieoczywisty sposób. Pamiętam: mini-jackiem z wyjścia słuchawkowego discmana na wejście decka kasetowego Technics 2 x cinch, z decka na wzmacniacz pokryty bukwami kablem 2 x cinch – din 5. Żeby odtwarzać płytę trzeba było włączyć zapauzowane nagrywanie w magnetofonie, ale można było za to wysterować poziom natężenia dźwięku przed wzmacniaczem. Płyt na początku miałem dosłownie kilka (kasety były sporo tańsze), ale były to portale do innych galaktyk. Świat nie kończył się w parku osiedle obok. Świat zaczynał się gdzieś pomiędzy sercem a uszami. Były jakieś płyty kupione wcześniej, których pozbyłem się, bo nie miałem ich jeszcze na czym słuchać. Ale ta pierwsza kupiona całkowicie świadomie i słuchana w nabożnym skupieniu została ze mną do dzisiaj.
wróg u bram
Po oknie sypialni chodził szerszeń. Od zewnątrz na szczęście. Mimo założonej moskitiery zamknąłem uchylone skrzydło, bo szerszenie w moim pojęciu to stworzenia, które takie moskitiery zjadają jako przystawkę przed zjedzeniem człowieka. Gdyby wleciał do środka, musiałbym się wyprowadzić – jestem tego rodzaju mężczyzną. Inną moją typowo męską cechą jest kompletna ignorancja motoryzacyjna: nie odróżniam, nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem, wiem tylko gdzie się wsiada i potrafię w miarę jeździć do przodu. Ma to swoje dobre strony: nigdy nie dostałem mandatu. To znaczy kilka lat temu przyszedł nam jeden pocztą z Austrii, ale trudno stwierdzić które z nas w tamtym momencie prowadziło. Dzisiaj już już wydawało mi się, że nadszedł ten dzień, w którym przyjdzie mi płacić za przekroczenie prędkości. Przyznaję się – jeżdżę za szybko, zupełnie nieadekwatnie do umiejętności. Nie umiem nad tym zapanować. Tak bardzo stresuje mnie jazda samochodem, że przyspieszam, aby jak najszybciej dojechać do celu i mieć ją już z głowy. Grzecznie zwolniłem „tam gdzie zawsze stoją”, reszta samochodów również, po czym jak się okazało, że owszem stoją, ale po drugiej stronie, zacząłem przyspieszać. Inni na szczęście też. Bo po naszej stronie też stali. Pan policjant wyszedł na środek ulicy i byłem przekonany, że wskazuje na mnie zapraszając na pobocze. Co zrobiłem, gdy okazało się, że chodziło mu o kogoś innego? Oczywiście od razu przyspieszyłem do niedozwolonej prędkości. W domu na ukojenie nerwów wciągnąłem dwie solidne szczypty tabaki. Mimo, że od paru dni mam lekko przytkany nos, znowu coś mi się dzieje z zatokami. Jestem tego rodzaju mężczyzną.
łej
Pada, ale wychodzimy z domu. Odrywam syna od telefonu i komputera, zarazem odrywam też siebie. Idziemy, dwa parasole w parku. Mokry park to pusty park, a pusty park to dobry park. Każdy liść zeszklony, wszystko się błyszczy. Po chwili mamy przemoczone buty, jestem pewien że mam zafarbowane na bordowo skarpetki. Półmetek wakacji na zawsze kojarzyć mi się będzie z wędrówką w deszczu po nową płytę lub po nowy numer jakiegoś pisma, nie inaczej jest tym razem. Odsłuchuję, uczę się tego na nowo. Jeszcze wielu innych rzeczy będę się musiał nauczyć, albo raczej oduczyć innych, zanim moja dusza nie zazna spokoju. Ale wszystko jest na dobrej drodze. Mokra droga to pusta droga, a pusta droga…
on li to jest online?
Coelhizm na dziś: nasze drobne zwycięstwa okupione są czyimiś sporymi porażkami. Niekiedy zaś ratuje nas jedynie kapitulacja kogoś innego.
…
Bez obaw, z twórczością brazylijskiego pisarza mi nie po drodze, wszystkie brednie na jakie można się tu natknąć są wyłącznie mojego autorstwa. A literackie guilty pleasure mam zupełnie innego rodzaju. Enyłej…
(ż)aluzje
Okazuje się, że między żaluzjami może zarówno upływać życie, jak i mogą suszyć się ćmy. Oto najprawdziwsze zęby codzienności. Cóż innego byłoby w stanie poćwiartować światło? Równać się z nimi mogą jedynie skręcone telefoniczne kable. Nic tak pięknie nie wygładzało rozmów, nic innego nie nadawało słowom opływowych kształtów. Żaluzji co prawda nie posiadam, ale chyba kupię sobie dla ozdoby stary stacjonarny telefon.