Nie jestem pewien, czy potrafię jeszcze pisać, ale próbuję. To znaczy pisać może i umiem, tylko nie bardzo wiem, czy mam o czym. Powinienem coś wspomnieć o wakacjach, prawda? Większość ludzi prowadzących blogi pisze o takich rzeczach. Tyle tylko, że moje przemyślenia chyba nie są zbyt popularne. I nie lubię się chwalić. Czy wobec tego powinienem w ogóle prowadzić to miejsce? Powinienem zasypywać mniej lub bardziej przypadkowego czytelnika wydmami mojej niechęci? Z drugiej strony przecież to JA, prawda? Tylko czy jest sens…
Miliard lat temu założyłem pierwszy w życiu internetowy dziennik po części w celach terapeutycznych, po trochu z ciekawości. Moje pisanie zmieniało się przez lata, aż w końcu przybrało tą bliżej nieokreśloną formę z którą jest mi dobrze. Przyzwyczaiłem się, więc kontynuuję.
No to jeżeli chodzi o wakacje, to ujmę to tak: teoretycznie wypocząłem, praktycznie się opaliłem, za to równowagi jako takiej nie uchwyciłem. Coraz częściej przyłapuję się na tym, że moje życie, choć nie uważam je za złe, nie przebiega do końca tak, jak ja bym je widział. Nie jest więc takie do końca moje. Mam wrażenie, że cały czas dostosowuję się do wszystkiego wokół: świata, okoliczności, norm, czyichś wizji… Wydaje mi się, że coraz mniej w tym wszystkim jest mnie. Żeby nie zwariować dryfuję, jakoś przez to brnę, próbuję czerpać przyjemność i siłę z radości innych. Z różnym skutkiem. Niekiedy jest super, innym razem wydaje mi się, że wszystko dzieje się jakby obok mnie, a nawet na przekór. Wakacje chyba tylko jeszcze wyraźniej podkreślają ten rozdźwięk.
Okey, wiem, marudzę. To przez te szafy, które miały powstać półtora miesiąca temu. Ale dzisiaj zdaje się sprawa będzie miała swój finał, więc od teraz wszystko będzie piękne, lepsze i ładniejsze. Zapanuje pokój na świecie. W mieszkaniu zadomowią się jednorożce, a ja będę miał mnóstwo włosów, płaski brzuch i obfity zarost. Syn nie będzie uzależniony od telefonu, a żona będzie się przez cały czas uśmiechać. Nauczę się jeździć samochodem po zatłoczonym mieście. W ogóle będzie w pytę.

