Prawie pięć lat temu miało miejsce księżyca zaćmienie, z autobusem Arabów mój umysł odjechał znacznie wcześniej. Ale tamtego dnia znalazłem wyblakły polaroid, którego nosiłem gdzieś w kieszonce, tuż pod tą piersiówką, co to jej nigdy nie dostałem w prezencie. Ni to polar, ni android, więc zdjęcie nie od razu się przede mną odsłoniło. Zanim to nastąpiło sam musiałem zdjąć z siebie kilka warstw. Teraz już wszystko wiem, mam. Mapa, ślady, wskazówki, połącz kropki. Narysowałem kredą na asfalcie kraty, jedyne kraty we wszechświecie, które symbolizują wolność.
samozapłon
Eksploduję niezrealizowanymi pomysłami.
czerw
44, a ja wciąż nie mam. A może mam? Mam błazna za skórą, to z pewnością. I chwilowy balkon. I chwilowe dźwięki. To może jednak mam? Przecież ucieka się tylko na jakiś czas.
44.
kontrasty
Drogą powrotna zahaczyłem o podwórko ze snu, a wiosna była jak wyperfumowany niewidzialny towarzysz. Brązowe worki wypełnione trawą przypominały martwą sarnę. Człowiek, który szedł przede mną, w pewnym momencie uklęknął na środku chodnika. Wyminąłem go i wybrałem złą stronę ulicy, bo przylegający do niej staw sprawił, że przez jakiś czas przedzierałem się przez mgłę bardzo drobnych owadów.
nóż
Moim nożem jest mój rower. Idealnie kroi rzeczywistość w poszukiwaniu zgub. Skrótem poprzez wysokie trawy dotarłem do ściany. Ściana jest dobra. Idealnie płaska, gładka, cudownie można się od niej odbić. Znalezienie swojej własnej ściany jest ważne. Cztery ściany to już pokój, a że pokoje to wnętrza, więc i ten konkretny pokój jest wewnętrzny.
…
Mój rower jest nożem obosiecznym, próbował przekroić również mnie. Przepraszam najmocniej za słownictwo, ale elegancko się wyjebałem. Na sam koniec wycieczki, pod własnym blokiem, budząc przerażenie mijanej przed chwilą pary z dzieckiem. Dłonie całe – to najważniejsze. Twarz nienaruszona, co już nie takie ważne, ale jednak. Nogi w miarę, jedna ręka prawie bez szwanku, gorzej z drugą. Ale w sumie najbardziej ucierpiała jakaś tam obesrana męska duma i z trudem przed chwilą odzyskany pokój wewnętrzny. Cóż, moja wina, mam nauczkę do końca życia. Nie próbuje się równocześnie skręcać i gmerać w kieszeni za pilotem od bramy.
rec
Diane, nie jestem sam, czuję to. Pozostaje mi przełknąć jakoś tę całą garmonbozię i… wszystko się dobrze uloży. Czas przyszły sprawia, że jest nadzieja. Na dzień dzisiejszy te wszystkie rozbite lustra nie mają najmniejszego znaczenia, a blizny na czole wymieszały się ze zmarszczkami. Będę. Będę się lepiej czuł.
spam
Rzeczywistość wskakuje do odpowiednich folderów.
lataniec
Jestem jednak grzecznym chłopcem. Niegrzeczny bywam nie na pokaz, swoim słabościom wolę ulegać w samotności i nie ciągnąć nikogo ze sobą. Trochę przeczę samemu sobie, ale tylko trochę, zrzucam to na karb utraty kilku kilogramów szarych komórek, rozpłynęły się gdzieś w aptecznym zapachu igliwia. W każdym razie proces odbudowy został właśnie wdrożony w życie, cieszę się na samą myśl o swojej czystości i lekkości, mój Boże, ależ teraz będę zwiewny…
I/O
Du fragst mich, Kind, jaki był najlepszy koncert na którym byłem? Niestety nie ten dzisiejszy. Niewiele brakło, ale jednak za dźwięk jak z pudełka postawionego w długim korytarzu nie mogę przyznać mu najwyższej noty. Co nie znaczy, że nie zrobił na mnie wrażenia i że nie jestem zadowolony. Nawet łzę uroniłem w pewnym momencie. Paru rzeczy jednak zabrakło, między innymi tego. W jakiejkolwiek wersji, choć najchętniej w takiej: