Wygląda na to, że nadszedł ten czas, w którym wszyscy powinniśmy sobie odpowiedzieć na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: Randall Flagg czy Matka Abigail?
niedowidzenia
Tramwaj. Naprzeciwko mnie siada dziewczyna-ogień. Jeszcze nigdy nikt tak doskonale mnie nie zauważył. A przecież miejsca siedzące zwrócone ku sobie aż prowokują kontakt wzrokowy. Zwłaszcza w moim przypadku, gdzie gdy ktoś chce usiąść wygodnie, to zmuszony jest minąć się jakoś ze mną kolanami. Ale nie tym razem, mnie tam po prostu nie było, stałem się jakąś dziwną naroślą na miejscu zgodnym z kierunkiem jazdy. Choć tak szczerze mówiąc, to w tym niewidzeniu się był remis. Ja też robiłem co mogłem, aby jej nie zobaczyć. No więc tak na siłę wzajemnie się nigdy nie ujrzeliśmy. Choć coś mi mówi, że ona w to starcie włożyła znacznie mniej siły.
na bladym koniu wpław fosą
Diane, straciłem poczucie czasu, wiesz? Gdzieś zgubiłem kończący się właśnie tydzień, poprzedni też mi umknął. Utknął właściwie w czymś ciemnym, lepkim i kłującym. Ale wynurzyłem się z tej dziwnej mazi, o której lepiej abyś nie wiedziała, ponieważ wtedy nawet w połowie nie odpowiadałbym Twoim wyobrażeniom na mój temat. Wyczołgałem się na brzeg, schronienie dała mi doskonale szara plaża po której błądzę już sam nie wiem od ilu dni. Właściwie to chyba bardziej pustynia, bo gdzie przebiega granica pomiędzy jednymi zwałami piasku a drugimi?
Każdy wjeżdża do tego miasta na swój sposób, każdy musi wysłać swoją własną wiadomość.
zamocz kaszę
dykta
Diane, przegapiłem wczoraj. Przegapiłem wiele wczorajów i wszystkich ich potrzebuję teraz, zaraz, natychmiast. Nie zdajesz sobie sprawy, jakimi dziwnymi ścieżkami zmuszony jestem podążać i ile kosztuje mnie odnalezienie drogi powrotnej. Niektórzy powiedzieliby, że z każdej takie wycieczki wracam odmieniony, że każdy skrót pociąga za sobą wyrwę w czasie i przestrzeni, że kluczenie pozostawia ślad, ja bym powiedział, że pierdolą. Gówno wiedzą, jeden z drugim. Tropiciele się znaleźli. Klucze? Nie.
fon
więzły
Nocą wiało w niedobry sposób. Resztki złych podmuchów uczepiły się mnie, a odpadną niczym łuski dopiero, gdy mój tramwaj-szarołamacz wjedzie do tunelu. Do tego czasu oddychamy jak przez krew. Poruszamy się jak pod wodą. Nie ma pór roku, ani dobrych historii. Nie wybudowano jeszcze tego bloku z tym mieszkaniem z widokiem na pustkowie. Ono wie. Dziecięciem będąc podziwiałem taki widok z okna kuchni mojej cioci. Tory kolejowe i kilometry niczego. Zadziwiające łóżko w pomieszczeniu w którym z reguły nie ma łóżek. Zamień ten pociąg na tego szarołamacza i masz w zasadzie podobny obraz. Rozpada się dzisiaj?
tadariktariktaktarararaktiraktaktakatuka
Nie czuję się. Niedobrze. Nie czuję siebie.
By we śnie latarkami nie świecić po oknach sali gimnastycznej w celu ukazania w pełnym świetle mieszkańców Czarnej Chaty, kieszonkowemu wodospadowi powierzam się.
Kieszonkowemu wodospadowi polecam się.
Wodospadowi kieszonkowemu mówię tak.
pora
Mój syn zaczął używać dezodorantu.
NAPRAWDĘ go potrzebuje.
Pora odejść.
taśma
Diane, żałuję że nie mam niebieskich oczu. Miałbym wtedy głos. Mógłbym stanąć przed nimi wszystkimi i wyśpiewać to wszystko z siebie. Z kompletną pustką w oczach, bez gestykulacji.
ciąg
Ten szalony ciąg drobnych i nikomu niepotrzebnych czynności, które wykonuję tylko dlatego, bo ciężko mi z czymś istotnym (dla mnie) ruszyć z miejsca. Boję się, że utknę w pół kroku, że braknie mi pomysłów, a przede wszystkim obawiam się tego, jak bardzo efekt finalny będzie daleki od moich oczekiwań, jak oddalony o lata świetlne będzie od moich inspiracji. Ten ciąg, który sprawia, że oczy zachodzą piaskiem, a głowa ma wrażenie, że w ogóle nie zaznała snu tej nocy. Ciąg który niniejszym przerywam.
chór wujów
Wieje. Porywa po drodze różne rzeczy. Zrywa dachy, przerywa życie. Albo, tak jak w moim przypadku, przywiewa skądś zamarznięty ul i instaluje mi go zamiast głowy. Szaleństwo skute kruchym lodem. Suchym? Wszystko to tylko dym i lustra? Nie wiedzieć skąd pcha mi na usta słowa wypowiedziane do pustego mieszkania. No właśnie. Zanim zechcecie gadać do siebie, upewnijcie się dokładnie, czy aby napewno jesteście sami. W przeciwnym wypadku możecie poczuć wcale nielekkie zakłopotanie, jak ja wczoraj, gdy żona zdążyła na końcówkę dialogu, którego prowadziłem z kilkoma osobami na raz, w tym z samym sobą, z nią zresztą też. Na całe szczęście usłyszała tylko jedno słowo – „chujowo”. Wypowiedziane nieco podniesionym tonem.