Drogę mogę przebyć z zamkniętymi oczami. Mimo grubych podeszew wyczuwam każdą nierówność, dobrze pamiętam ich rozmieszczenie. Nie wywrócę się ani oślepiony słońcem, ani chwiany wiatrem. Krok za krokiem. Od ciebie do siebie.
w niebo nożem
W zasadzie bawią mnie te nieudane próby wzniecenia pożaru, podczas których każdy odchodzi w swoją stronę, pozostawiając leżące na ziemi gałęzie. Trochę upodabniamy się w tych momentach do tych pierwotnych ludzi, którym nie powiodła się próba patyków. Jakoś nikomu nie zaświtało, że może trzeba je ze sobą zetknąć pod innym kątem, nie wiem, może inaczej trzymać, w innym rytmie o siebie pocierać. Bawi mnie to, bo nie da się tego nawet porównać z tym uczuciem: ktoś coś nacina lśniącym nożem skórę na moich plecach, cięcie biegnie wzdłuż kręgosłupa, otwieram się jak kwiat, jak obierany owoc, wszystkie nerwy na wierzchu gotowe na przyjęcie tych świateł i dźwięków… Chwilami mam wrażenie, że to ponad moje siły, że następnego takiego strumienia nie będę w stanie przyjąć. Ale coś mi mówi że tu nie ma górnej granicy. Że nie ma czegoś takiego jak niemożliwe. Że mogę się dowolnie powiększyć wewnętrznie.
trzeci sezon
Być może po prostu czasem warto odczekać i życie samo napisze odpowiedni scenariusz. Oryginał nietknięty, no, może nieco tylko zmodyfikowany, nie udawajmy że aktorom nie przybyło tu i ówdzie kilogramów i siwych włosów. Nawet lokalizacja, mimo że bardzo walczy o to, aby wydawać się nietknięta upływem czasu, uległa subtelnym zmianom, choć dzisiaj chłostana jest wiatrem, tak jakby ten próbował zerwać z niej nowe warstwy, przywrócić dawny wygląd. Odświeżenie formuły można uzyskać przez powołanie do życia nowych postaci, albo takich, które pozornie nieobecne, nadawały jakiś sens poprzednim wydarzeniom. Wygląda na to, że krok po kroku, dzień po dniu, załamanie po załamaniu, wszystko zmierzało ku temu, aby jeden z głównych bohaterów nie musiał już nagrywać dyktafonem notatek, których dalszy los był mocno niepewny, nieokreślony, niedopowiedziany, być może nawet i przede wszystkim nieodsłuchany. Spirala zdarzeń zataczająca coraz szersze kręgi rozciągnęła się na podobieństwo kondensacyjnego leja i zrównała z ziemią… Ups, to nie ten film, chyba usiadłem na pilocie. Choć z drugiej strony coś jest na rzeczy. Krajobraz został uprzątnięty, tak jak by coś zdmuchnęło z niego wszelkie chwasty, przeszkody, śmieci i inne syfy, odsłaniając piękną zieloną ścieżkę prowadzącą do lasu. Albo, jeżeli wolisz, na plażę.
mak w betonie
W teorii jakoś to wszystko posklejałem do kupy. Spotkałem chłopca rysującego kredą serca, tego, którego bezskutecznie w ostatnich latach próbowałem dogonić. Jakimś cudem kwiat maku przebił betonową powierzchnię placu zabaw, wyrósł tuż obok wiecznie psutej przez starszych kolegów huśtawki. Szarość, twardość, upadki podczas gry w piłkę miały kształtować nasze charaktery. Z moim się nie udało, byłem zawsze zbyt delikatny, idealny cel późniejszych biznesowych rekinów. Jedni rysowali serca, ja – logo zespołu Europe. Choć podkochiwałem się w dziewczynie z tych nowych bloków, jednej z dwóch na całą szkołę chodzących czasem w t-shirtach z metalowymi zespołami. To było jednak nieco później, najpierw trzeba było przeczekać te wszystkie nieruchome popołudnia: drugi dzień którychś świąt, zapach mokrego od deszczu betonu, w telewizji nic, na podwórku nikogo. Rozrywką stawało się wszystko: wystawa zamkniętego sklepu zabawkowego, czyjeś spodnie z kadrami z niewydanego jeszcze u nas komiksu o Batmanie.
opowiadacze
Opowiadajcie mi historie. Niech opowieść snuje się wokół ogniskowego dymu i wraz z nim ulatuje do gwiazd. Oczarujcie mnie głosami, niech się w nich zakocham. Opowiedzcie mi życie, którego już nie ma, które było, lub które mogłoby być. Jeszcze raz wyciśnijcie mi łzy z oczu sprawdzonymi schematami. I jeszcze. Ciągle.
czarny wrzesień
441
Umysł nie jest tylko jadowitym gadem, który czasami kąsa sam siebie; to także zapalony zbieracz śmieci.
hałdy
Czasem po prostu musisz upaść w zwolnionym tempie na pole pełne dmuchawców. Twój upadek wznieci chmurę wirujących nasion, które przysłonią na moment słońce, a gdy już ich taniec się uspokoi, będą na podobieństwo płatków śniegu powoli dryfować, każde w sobie tylko znanym kierunku. Porównanie do miniaturowych kryształków śniegu jak najbardziej zamierzone, bo gdy przyjrzysz się każdemu z osobna i z bliska, przekonasz się o ich niepowtarzalności. O tym, że każdy z nich zawiera w sobie cały wszechświat, nie muszę mówić. I tak mi nie uwierzysz. Ale nie zamykaj oczu, pozwól, żeby przynajmniej jeden do któregoś wpadł. Opuści twoje ciało następnego dnia wraz z poranną łzą, za to ty będziesz już kimś zupełnie innym.
dumb numb
Niektórzy mają DNA.
A inni mają dno.
lecz nie
Po własnych śladach mówię od tyłu. Tytuł, tułów, tam nie – zderzam się ze wszystkim, co mnie do tej pory omijało. Krok za krokiem, na palcach, żeby nie słyszeli ci, co tam w rowie stoją i wpatrują się w okna mojej sypialni. Nie dogonili mnie od czasu, gdy rzuciłem na nich klątwę stawiania jednego tiptopa dziennie. Teraz ja na nich wpadnę, niezauważony, tyłem, roztrącę, roztrwonię. Po śladach, po pośladkach, poślinię i trafię do samego siebie, do początku tego wszystkiego. Do skrzyżowania z jedną stacją benzynową i budką telefoniczną na zewnątrz. I obawiam się, że tym razem nie wykonam telefonu. Nie będę miał co obwieszczać, bo już nie wrócę. I nie odejdę, nie wywołam łez, w kościele nieopodal dzwon nie zabije na trwogę.