la-di-da

Miałeś rację, o Krowi Boże, że najlepszy seks to ten, którego najmniej się w danym momencie spodziewasz. Już dwadzieścia lat temu byłeś mądrzejszy ode mnie i z pewnością nadal jesteś. No chyba że zgłupiałeś od mądrości swojej, jak prawi przysłowie, ale śmiem wątpić, mój człowiekometr tego nigdy nie wykazał. Ośmielam się zatem podejrzewać, że teraźniejszy ja nadal jest głupszy od niegdysiejszego ciebie. Enyłej, nie polecam palenia marihuany kiedy masz wciąż 44 lata i tylko kilka godzin dla siebie, zawierających jednak w sobie parę rzeczy to do, typu wysprzątanie łazienki, ugotowanie zupy (o kurde kurde i jeszcze kompotu, właśnie sobie przypomniałem), prasowanie… Sprawy nagle nabierają zawrotnego tempa. Ale nie martwmy się o naszego zawodnika, doping z ewentualnych wyrzutów sumienia i pretensji dodaje mu skrzydeł. A właściwie żółtej koszulki. I czerwonych okularów. La-di-da!

Automatycznie zapisany szkic

Pusty szkic. Coś miał przedstawiać, ale nie pamiętam co. Nie umiem wrócić myślami do stanu sprzed paru dni, mój nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie, dostrajam się napotykanych przeszkód. Chyba muszę zwymiotować. Iść ulicą i strzelać kolorowe pawie z myśli oblepiających głowę i żołądek. Porzucona byle jak hulajnoga – paw! Piękni fit ludzie w lycrach, przez których zamiast w mgiełkę perfum wkraczam w mikroklimat szatni po W-Fie – paw! Niepotrzebna nagość, dzioby i tatuaże – paw! Malutkie pieski trzymane na rękach żeby się nie zmęczyły – paw! Duże psy biegające bez kagańców, bo przecież one nic nie zrobią – paw! Ostentacyjne picie piwa w parku, bo zrobiło się powiedzmy że ciepło – paw! Moje własne narzekanie na wszystko, bo każdemu innemu wolno, tylko nie mnie – paw! Pusta skrzynka, piwo 0%, wioślarz pokryty kurzem i zniewolone pomysły dźwiękowe – paw! A skoro jesteśmy przy dźwiękach, to smutna rocznica nie wywiązania się przez takich jednych z pewnych ustaleń – paw! paw! paw! Gdy już to wszystko uwiecznię moim własnym technikolorowym polaroidem, a Bóg mi świadkiem, że zrobię to, wtedy będę wolny. Pogodny i uśmiechnięty, choćby i krzywo. Będę pisał inaczej. Okey, idę się wyrzygać.

czterolistna koniczyna

Siedzimy z żoną na ławce, pomiędzy nami wisi burzowa chmura myśli o naszym synu. Uroki życia z nastolatkiem i bezsilność wobec paru spraw. Nagle podchodzi do nas dziewczyna. Moja pierwsza myśl, której wstydzę się już po dwóch sekundach – albo Świadek Jehowy, albo jakaś inna pierdolnięta. Dziewczyna prawie nie zatrzymując się wręcza nam po czterolistnej koniczynie z bukietu, w którym tych czterolistnych koniczyn jest dużo więcej. Dziękujemy, śmiejemy się, wymieniamy parę zdań których już kompletnie nie pamiętam. Całe zajście poprawia mi znacznie nastrój, żonie trochę mniej.

świeżo malowane

Idąc moim skrótem zauważyłem mój charakter pisma na kartkach przyklejonych do ławek. Ale nie przypominam sobie, abym je malował. W dodatku na brązowo. Ja z pewnością użyłbym innej farby. Zielonej. Ale skoro nie ja jestem odpowiedzialny za ich odnowienie, to w takim razie dlaczego je podpisałem? No chyba, że jednak to nie moje pismo. Ale zaraz, idąc tym tropem (skrótem), to jeżeli nie podpisałem, to może chociaż pomalowałem? Zamiast flamastra moja ręka dzierżyła pędzel? A może to w ogóle nie mój skrót? Bezczelnie skracam sobie drogę idąc po czyichś śladach, i jeszcze bazgrzę temu komuś po ławkowych kartkach? Tfu, maluję temu komuś ławki, w dodatku nie w takim kolorze w jakim bym chciał? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi.

zielony jeż

Miałem być smokiem, ale jestem bardziej żabą. Będziesz mieć cudowne halucynacje, wystarczy tylko polizać mnie po plecach. Miałem wypuszczać z oczu motyle i umieszczać je w żołądkach, tymczasem sypię ptactwem z rękawów. Zielony jeż gasi zielone słońce. Już.

emptiwi

Nareszcie wiem kto wyreżyserował wszystkie teledyski w latach dziewięćdziesiątych – to ja sam. I kręcę je do dzisiaj. Miód rozświetlonych okien. Biel kamer monitoringu. Szarość kondensacyjnej smugi. Krok za krokiem do swoich klatek, jedna po drugiej. Odnalazłem cię, reżyserze. Jak zwykle wolisz kręcić własne filmy, byleby nie uchwycić kontaktu wzrokowego.

triceps triceratopsa

„Dziś już lepiej?”. Zadaję to pytanie, ale wygląda na to, że lepiej nie mówić, najlepiej w ogóle się nie odzywać. Chyba w ciągu całego mojego życia nie przemilczałem tylu słów, co do niedawna. Odkładają się gdzieś we mnie, być może kiedyś odpadną wraz z naskórkiem, wyjdą z resztką włosów, odetnę część sylab z paznokciami całkowicie zmieniając ich treść. Lepsze to, niż gadanie do siebie lub ciężkie wzdychanie. Oddychać należy lekko, wszak powoli eksploduje wiosna, nie można zaczerpnąć zbyt wiele powietrza na raz. Płuca po zimie nie są jeszcze gotowe na przyjęcie dużej ilości powietrza, do tego dochodzą hahaha alergeny i smog. Wszystko kwitnie, pyli, dymi i smrodzi. Ale nic to, od czego mamy drzewa, przynajmniej te, co pozostały po ostatnich wichurach. Drzewa są od zasłaniania, szumienia i żonglowania wiewiórkami, nie od zabijania. Takie złe, niedobre drzewa należy aresztować, bo ściąć już się ich nie da. Na co je można skazać, na ponowne zasadzenie? Choć być może właśnie byłaby to dla nich najsroższa kara. Może one wcale nie chciałyby jeszcze raz przez to wszystko przechodzić.